Zobacz też:






wybierzesz, choćby mniej ładną, byle bogatą; i karyerę po pańsku zakończysz. To co ci ojciec zostawił, wystarczy na wstęp do dzieła, znajdą się może, epizody w czasie prowadzenia intrygi, a czyż może być świetniejsze rozwiązanie, jak ślub z milionową dziedziczką; pojazdy, konie, pałace, majątki, przyjacioł chmura, muzyka od nocy do rana: wtedy na twoje wesele skomponuję mazurek.
Andrzeju! Andrzeju! pstro u ciebie w głowie. Kto przyjemnie chce żyć na wielkim świecie, powinien być bogatym, niczyjej nie potrzebować łaski, niczyjej protekcyi, powinien za jeden zjedzony obiad na dwa do siebie zapraszać. Wtedy się dowcip znajdzie choćbyś go nie miał, i rozum odkryje, i dobroć serca dowiedzioną zostanie, szlachetność uznaną; wtedy dobrą partyą z łatwością zrobisz, znaczenie zyszczesz, a jeżeli napotkasz się ze szczęściem choćby przypadkiem, to i wtedy nie zatrzymawszy się nawet, najczęściej z nim ominiesz."
"Mój bracie," rzekł Andrzej, u ciebie morały się sypią, byłbyś się zdał na kaznodzieję; ale chcąc nawrócić, przedewszystkiem przekonać potrzeba. Ze mną trudna sprawa, bo ja z innej strony zapatruję się na rzeczy. Ty życic bierzesz na seryo, prawisz jak z książki; słuchając ciebie powiedzianoby, żeś
doświadczeniem nabrał tej zimnej rozwagi, a wszakże o dwa lata tylko jesteś starszym odemnie. Ja życie chcę przepędzić wesoło, przy odgłosie muzyki za którą przepadam, z uśmiechem na ustach, z radością w sercu. Twarzyczkę mam nieszpetną," dodał odgarniając z czoła gęste jasne włosy, "Pan Bóg obdarzył mnie pięknym głosem, dal talent do muzyki: korzystać z tego nieomieszkam. Nie myslę iść w ślady Hajdena, owego ojca harmonij jak go zwą pedanci, nie będę czasu tracił nad oratoryum, requiem, albo nad stworzeniem świata; u mnie arya miłosna, skoczny taniec, operetka dowcipna a zabawna: na tem poprzestanę. O wyższą nie ubiegam się sławę, bo chociaż wiem, iż do nieśmiertelności się nie docisnę, zyszcze oklaski ogółu, podobam się może, a wtedy.... Kziążę Hilary nasz towarzysz szkolny spotkał się ze mną pozawczoraj, przywitał się jak z dawnym kolegą, przyjacielem, wypytywał o ciebie i obiecał wprowadzić do hrabiny Nowodworskiej. Hrabina młoda wdowa, bogata, wściekła melomanka, trzyma dom otwarty, codziennie liczne się u niej towarzystwo zbiera, towarzystwo artystów, znawców, wielbicieli tego co piękne! Mój Michale, porzuć czarne myśli, ze smutkiem weź rozbrat, uzbrój się w odwagę, rozjaśnij chmurne czoło; pójdźmy razem do
hrabiny Nowodworskiej. Różne u kobiet gusta, jedne lubią brunetów, drugie blondynów, próbujmy szczęścia, może go więcej mieć będziesz odemnie, a ja nie będę ci przeszkadzał, zazdrościł, nawet o ile siły pomogę; może tez nam obydwom gwiazda pomyślna zajaśni. "To wyrzekłszy wstał z miejsca, zapalił świecę, na zegarek spojrzał. "W pół do szóstej, " zawołał, "czas iść na teatr, obiecałem Hilaremu być dzisiaj na Szwajcarskiej familii." Pokręcił się nieco, odzienie poprawił, włosy przed lustrem zaczesał, włożył futro, kapelusz na głowę i pożegnawszy brata, wyszedł z pokoju.
Michał pozostał sam jeden, ze ściśnionem sercem spoglądał za odchodzącym bratem, bo przyszłość jego boleśnie się odsłaniała przed nim. Niebo jeszcze pogodne, ale na zachodzie ciemna podnosi się chmura, lekki powiew wiatru się wzmaga, burza niedaleka!
W kilka tygodni później, Michał Poliński siedział przy oknie, malował. W rannem odzieniu, w czapeczce karmazynowej na głowie, jakże mu było do twarzy! Gdybym był malarzem, nie spojrzawszy nawet na jego pracę, jego portretbym rzucił na płótno, a niejedna rzucając nań okiem, wzięłaby go za utwór wybujałej fantazyi!
Jak się masz młody przyjacielu!" rzekł wchodząc do pokoju wysokiego wzrostu, już podeszłego wieku mężczyzna. Po tej postawie wyprostowanej a rzeźkiej, po rysach twarzy nie jedną juz zmarszczką napiętnowanej, z dobrodusznym, szczerym i otwartym wyrazem, po tych białych i włosach i wąsach, po tym surducie zapiętym pod brodę, chustce czarnej z białą wypustką na szyi: któżby starego nie poznał żołnierza? Michał zerwał się z miejsca i z uczuciem pełnem uszanowania majora Druzbackiego przywitał.
"Zastaję Ciebie przy pracy od samego rana, — dodał major pokręcając wąsa, — z czego mocno się cieszę, bo kto chce wypoczywać na starość, za młodu pracować powinien."
"Zamiłowanie do pracy, dostałem w spuściźnie po ojcu" odezwał się Michał.
"Dobrze moje. dziecko, wstępuj w ślady tego, któren zawsze idąc naprzód, kazał nam iść za sobą, i pókiśmy szli za nim, póty.... Poczciwy Józefie, stary kolego, już ciebie więcej nie obaczę, ale nie długo na mnie czekać będziesz, wnet i ja za tobą pospieszę."
Zamilkł, przeszedł parę razy przez pokój, obtarł łzę, a potem, jakby chciał się otrząsnąć ze smutnych myśli: "A Andrzej gdzie?" zapytał?