Zobacz też:






nały. Nie minęło lat kilka, umarła mu żona. Tak nagłym uderzony gromem, ręce mu opadły od pracy, odstąpiła odwaga; a jeżeli w przyszłości dzieci były dla niego nadzieją, mogły się stać pociechą, w terazniejszości czuł się usamotnionym, sierotą! Zostawiwszy synów pod opieką bliskiej krewnej, dostał się za granicę. Właśnie wiek XVIII, kończył się tą wielką epopeją, której brakuje tylko drugiego Homera aby ją potomności podał! Włoska kampania podziwieniem napełniała świat cały, a olbrzymi swój zawód poczynał ów Bonaparte, o którym w lat kilkanaście później tak słusznie powiedziano: że przeszłą sławę przyćmił, a przyszłą niepodobną uczynił.1) Poliński zaciągnął się do legii nadwiślańskiej wtedy, kiedy młody wódz rzeczypospolitej francuskiej powróciwszy z Egiptu, pod Marengo odniósł zwycięztwo i powtórnie stał się panem całej włoskiej krainy. Odtąd wszystkie Napoleona wojny odbył pod bronią; ujrzał się wprawdzie w roku 1807 w Polsce,

------------------------
1) Le Prince de Melternich dans un cercle de Vienne s'adressarit un jour à John William Ward: "N'est-il pas vrai dit-il, que Napoléon a porté trop haut son ambition?" — Il est viai, lui répondit Ward, Napoléon a fait terme toute gloire passie, et impossible toute gloire à venir.
(Conversations de Lord Brjron avec Lady Blessington.)
ale załedwo miał czas dzieci przycisnąć do serca, do nowych bojów wezwała go powinność i z nad brzegów Niemna przerzuciła nad brzegi Tagu i Mancanaresu. Znalazł się później w śnieżnych zamieciach północy, a w latach 1813 i 1814 dotrwał do końca, wierności dochował. W Fontainebleau Napoleon zrzekł się francuskiej korony, Polaków od przysięgi uwolnił, a wspaniałomyślny mocarz północy przytuliwszy ich do siebie, dozwolił im z bronią w ręku do ojczyzny powrócić. I Poliński powrócił z niemi, połączył się z dziećmi swojemi. Porzuciwszy wojskową służbę, opatrzony nie wielką wysłużoną płacą, ozdobiony wojskowemi krzyżami, ale ranami okryty, osiadł w Leśnejwoli, rodzinnej wiosce, i tam 4go Października 1816 roku życia dokonał.
 
* * *

W Warszawie, w kamienicy przy ulicy Freta, na trzeciem piętrze, dwóch młodych ludzi siedziało przy niewielkim stole. Ogień w piecu ogrzewał i oświecał pokój, bo słońce już było zaszło, szara nastała godzina. "Cóż więc poczniemy?" zapytał jeden drugiego, podobno młodszy starszego, bo choć niewielka między niemi zachodziła różnica wieku, z powierzchowności i układu dawała się jednak spostrzegać.
"Cóż poczniemy? wszakże jesteśmy tutaj od czterech tygodni, nic jeszcze nie postanowiliśmy."
"Andrzeju," odpowiedział zapytany, "chociaż już w myśli zakreśliłem sobie drogę, po której iść pragnę, nic jednak stanowczego nie przedsięwezmę do przyjazdu majora Drużbackiego. Dawny przyjaciel i kolega ojca naszego, człowiek doświadczony, żyje na wielkim świecie, on dla nas będzie najlepszą radą, pomocą, opieką."
"Ja żadnej nie potrzebuję, ani rady ani opieki, a zawołał Andrzej, mój zawód otwarty, wabią mnie do siebie czarujące dźwięki harmonij, im życie całe poświęcę."
"Nic przeciwko temu nic mam," odezwał się brat starszy, "tobie Pan Bóg zdolność do muzyki, mnie do malarstwa udzielił; położyć tamę temu co jest wrodzonem, byłoby to samo co się z własnem przeznaczeniem rozminąć. Wszakże i ojciec, chociaż z westchnieniem, przeciwnym nie był obranemu przez nas zawodowi. Ty się poświęć muzyce, pielęgnuj, rozwiń twój talent, ale pamiętaj, że tylko pracą do tego dójdziesz; bez niej, nim staniesz u mety, z głodu umrzeć możesz. Co do mnie, skoro major Drużbacki do Warszawy powróci, poproszę go, aby mnie panu Bacciarellemu zarekomendował, postarał o
pozwolenie pracowania pod jego okiem, w jego malarni; w niej przez lat parę kształcić się wypadnie. Przez ten czas dając po mieście kilka lekcyj prywatnych, będę się mógł z nich utrzymać bez nadwerężenia funduszu zostawionego przez ojca, ten bowiem służyć mi będzie, kiedy przyjdzie zwiedzić Wiochy, Francyą i Niemcy. Kto chce zostać artystą, ten w arcydziełach sztuki powinien szukać natchnienia! Pojąć jest to wyrównać, powiedział Rafael. Wyrównać wielkim mistrzom nic czuję się na siłach, ale czemużbym i ja kiedyś nic miał zostać malarzem?' "Dziwny z ciebie człowiek, mój Michale, " odrzekł na to Andrzej; "ty  syn zasłużonego w kraju pułkownika, kawalera orderów, ty potomek starożytnego szlacheckiego domu chcesz lekcye za pieniądze dawać, i cała twoja miłość własna do tego zwrócona, abyś został malarzem! Czy wiesz, że dziad Rafał gdyby powstał z grobu, to by się ciebie wyrzekł. Masz zdatność do malarstwa, tem lepiej. Z tak piękną twarzą, z tak em ułożeniem, z takiem wychowaniem puść się na wielki świat, a spodobasz się wszystkim. Talent twój stawszy się salonowym, niejeden buduar upiękni pochlebionyni portretem łechcącem przypomnieniem, niejedną główkę zawróci, do niejednego zakołacze serca. Niejednej się podobasz, a naostatek jedną