Zobacz też:






czy i kopii, którą nie tylko, że pierś wroga potrzaskać nie zdoła, ale czas nie był wstanie skruszyć.
Tam obok pamiątek po Karolu wielkim pozostałych groźny miecz Witykinda, pancerz z karpiołuski, okrywający niegdyś waleczną pierś Jana III., kiedy pod Wiedniem od Muzułmanów wybawił chrześciaństwo. Tam przełamana podkowa silną ręką Augusta II., przy niej puhar, z którego król ten zalotny pił zdrowie swoich kochanek. Tam obok siebie dwie szpady, dwóch wielkich władzców, Piotra wielkiego i Karola XII., pomiędzy niemi szpada i kapelusz Napoleona. W skarbcu, czyli Grüne Gewolbe znajdziesz w drogich kamieniach bogactwa nieprzebrane, a w złocie i srebrze dziwotwory rzeźbiarskiej sztuki i złotniczego kunsztu piętnastego wieku, dary monarsze, zdobycze, zabytki i insygnia królewskie minionego majestatu, poświęcone przeszłości! Michał Poliński zaledwo przybył do Drezna, udał się zaraz do dawnego towarzysza broni i przyjaciela ojca swojego, do jenerała B... adjutanta króla saskiego. Ten go przyjął jako syna, umieścił we własnym domu, zarekomendował panu Mattei dyrektorowi szkoły malarskiej, otworzył mu galeryą obrazów, bibliotekę, a obwożąc po zachwycających okolicach miasta: "Je-
żeli tam, " rzekł do niego, "wzory i nauka, tu możesz czerpać natchnienia!"
I któż natchnionym się nie czuje, po nad brzegami Elby, płynącej pomiędzy ogrodami uśmiechającemi się do niej; w dolinie Tarantu i w tej saskiej Szwajcaryi ze sterczącemi skalami Bastaj, zdającej się być kaprysem przyrodzenia, rzuconym wśród żyznych niw kraju tak uposażonego we wszystko przez Boga, tak szczęśliwego pod ojcowskim rządem swych władżców!
I Michał Poliński po raz pierwszy uczuł się prawdziwie malarzem, obudził się artystą, władze umysłowe rozwinął, wziął się do pracy, i kiedy z pędzlem w ręku zdejmował kopie z nocy Corregia, z owej Madonny, delia sedia, tak zbliżonej do oryginału, ze św. Cecylii Carlo-Dolera, albo Chrystusa z faryzeuszem Titiana, wrzał w nim zapał dotąd nie znany, ogarnęła go namiętna żądza wyrównania, iskra geniuszu w jego oczach błyszczała. Przed jedną tylko Madonną sykstyńską z pokorą spuszczał głowę, targnąć się na to arcydzieło Rafaela świętokradztwem mu się zdawało, bo jeżeli w nim Matkę boską podziwiał, zachwycał się pięknością aniołów, w rysach, w wyrażeniu, w oczach dziecięcia stworzyciela było coś nad pojęcie, był Bóg, któren się
narodził człowiekiem, żył życiem człowieka, umarł na krzyżu z boleścią umierającego człowieka, aby ród ludzki wybawił!
Na początku lata i jesieni, Drezno uważane być może za przedmieście Warszawy, za przeciągnienie, że tak powiem, naszego nowego świata. I w samej istocie, w tych dwóch epokach każdego roku; czy w niedzielę podczas owej sławnej mszy śpiewanej, czy wieczorem w Linkisch Baad, lub w Gross Garthenie, czy w dnie powszednie po sklepach, po ulicach, po Brühlowskim tarasie, na teatrze; kogo spotkasz? Polaków. Nasze panie na początku lata przejeżdżają przez Drezno jadąc szukać po niemieckich wodach roztargnienia, rozrywki, zabawy; przezwane zwykle poratowaniem zdrowia; wracają w jesieni na Drezno po niezbędne sprawunki, tak potrzebne na zbliżający się karnawał. I panowie nasi za paniami dążą, wstępują w ich ślady, chociaż do poratowania zdrowia inny jeszcze cel zwykł się nie raz domieszać, cel poratowania, a wskutku kończący się najczęściej na wypróżnieniu kieszeni, za pomocą rouge etnoir, alboli tez ruletki, w Homburgu lub Anhalt-Köthen. Tak było dawniej, tak jest i dzisiaj z tą różnicą, iż dzisiaj rząd nasz chcąc wstrzymać ten niesłychany popęd do odlatywania rok rocznie od miejsc rodzinnych, na