Zobacz też:






okryto; pytano o autora, szukano go wszędzie, nie znaleziono, już go nie było.
Kiedy Adelina wróciła do siebie, zastała na swoim stole sześcioletni kontrakt zawarty z dyrekcya opery włoskiej w Paryżu z podwójną płacą jaką pobierała w Neapolu. Brakło tylko jej podpisu; wzięła pióro a podpisawszy: "odmawiam", kontrakt odesłała. Poczem zamknąwszy się w sypialnym pokoju, nie kazała wpuszczać nikogo, oświadczając, że jest zmęczoną i odpocząć pragnie.
Późno w nocy wrócił Poliński do domu, spytał o Adeling, a gdy mu odpowiedziano, że do spoczynku się udała, poszedł do siebie, rzucił się na łóżko, a różnorodnem! wrażeniami dnia tego zmordowany, upojony tak nadspodziewanem powodzeniem, dręczony może wyrzutem sumienia uległ znużeniu, i ciężkim, męczącym snem zasnął. Już była godzina dziesiąta, kiedy się przebudził. Oddano mu list, był od Adeliny, otworzył go i co następuje przeczytał:
Andrzeju! przestałeś mnie kochać, już z sobą żyć nie możemy, odjeżdżam. Nie czynię Ci żadnych wyorzutów, narzekać na Ciebie nie będę, bo żadną nie skrępowany przysięgą, byłeś wolnym. Cała w tem omoja jest wina, za nadto Ciebie kochałam! Zegnam Cię na zawsze! dziękuję za trzy lata szczęścia!
Trzy lata? czy nie pamiętasz com wyrzekła przed rokiem, że to dosyć, może za wiele w calem życiu czlowieka!"
Andrzej zerwał się z łóżka, w jednej chwili ubrał, biegł na pocztę aby się dowiedzieć, w którą stronę pojechała. Chciał za nią gonić, dogonić, gdy napotkał na ulicy księcia Hilarego. Książę szedł właśnie po niego, aby razem pójść do margrabiny. Przez czas niejaki wahał się Andrzej, nakoniec dał namówić, poszedł i pozostał w Paryżu.
Tego samego dnia dwóch podróżujących Anglików napotkało o dwie stacye od Paryża kobietę młodą, piękną, ale nadzwyczajnie, bladą. Przed domem pocztowym stal zaprzężony pojazd, ona siedziała na kamieniu, obrócona w tę stronę zkąd przyjechała i długo patrzała; nakoniec powstawszy z miejsca, cała zalana łzami do pojazdu wsiadła i w przeciwną pojechała stronę. Była to Adelina, patrzała w tę stronę kędy zostawiła kochanka, i mocą łudzącego marzenia widziała go goniącym, powracającym, żałującym. Był to ostatni umizg zwodniczej nadziei! Turkot oddalającego się pojazdu przebudził ją ze snu. a nadzieja w jej sercu skonała!
 
* * *

Że Drezno jest stolicą sztuk pięknych całych Niemiec, kóż o tem nie wie? Tam malarz znajdzie jedną z najbogatszych galeryi obrazów, rzeźbiarz na wzorach zostawionych przez starożytnych i wyrównywających starożytnym, uczyć się będzie sztuki Fidiasza, Michała Anioła, Kanowy i Torwaldsena, miłośnik harmonii usłyszy i dobrą operę włoską i orkiestrę złożoną z pierwszych najznakomitszych talentów. W Dreznie rozbujała wyobraźnia czy taniem dawnych dziejów, napróżno szuka owych germańskich rycerzy, okrytych żelazem, napadem, gwałtem i mordem dobijających się sławy; już ich nie znajdzie w sklepionej komnacie feudalnego zamku, już ich nie ujrzy przy drżącym świetle lampy zawieszonej na żelaznych łańcuchach, otaczających ogromny stół dębowy, spijających zdrowie zwycięzcy z czaszek zwyciężonych nieprzyjaciół. Zamków ostatki i szczątki, pozostały jeszcze gdzie niegdzie po obszernej krainie, legendy usta ludu powtarzają, a w drezdeńskiej zbrojowni, czyli Rüstkaroerze, przypatrzyć się można owym stalistym zbrojom, rynsztunkom, obosiecznym mieczom, przyłbicom i hełmom nabijanym złotem i srebrem, i wypróbowanej wśrod bitew tar-