Zobacz też:






się po całej Europie rozchodził. Jeżeli mistrz harmonii w sercu swojem czerpał natchnienia, te przechodząc przez piękne usta Adeliny, czarującym głosem oddane, wciskały się w serca słuchaczy. Ona była duszą Rossiniego utworów, on dla niej tworzył, a jeżeli wieniec chwały czoło jego zdobił, ona go kwiatami splatała. Czy wiecie co to jest ulubiona od publiczności primadonna? Jest to najdespotyczniejsza władza na świecie. Impressario jest jej niewolnikiem, maestro najwierniejszym poddanym, publiczność na jej rozkazy: wszystko ulega każdemu skinieniu, uprzedza życzenia, dogadza kaprysom. Sławna śpiewaczka występowała razu pewnego w roli królowej; podczas najpiękniejszej aryi, gdy panujący monarcha dworem otoczony, w loży swojej zamiast przysłuchiwać się śpiewowi, rozmawiał, spostrzegła to, zatrzymała się; odwróciła, a wyciągnąwszy rękę, rozkazującym głosem: tace! zawołała. Zamilkł król w loży, ustąpił monarchini na scenie. 1) Primadonna obsypana zlotem, okryta oklaskami, popsuta pochlebstwem, nie żałuje sobie niczego, opływa w dostatki, używa życia w całem znaczeniu wyrazu, a skoro poczuje, że lata wstępują po sobie, że głos tracić zaczyna, że nowa

----------
1) Zdarzenie prawdziwie.
współzawodnica już jej wyrównała, wnet przewyższyć zdoła, zstępuje ze sceny jak królowa z tronu, kupuje sobie villę po nad brzegami jeziora Como i tam przez resztę dni swoich odpoczywa na laurach.
Pokoje primadonny są zebraniem wyższego i artystycznego towarzystwa. Tam niejeden panujący książę przychodzi żebrać łaskawego spojrzenia, niejeden monsignore dobija się o, zaszczyt pocałowania ręki, tam przejeżdżający artysta o protekcyą błaga, tam dyplomata mniej sztywnym, uczony mniej poważnym się zdaje, tam dowcip swobodniejszy, rozmowa ożywiona, wesołość prawdziwa! I możnaż duszę towarzystwa takiego nie nazwać szczęśliwą? Ale jakże to szczęście podobne do tej woni, która upaja, odurza, częstokroć zabija! Primadonna chociaż publicznością władnie, tejże samej publiczności jest niewolnicą, ona na jej zawołanie, częstękroć z rozpaczą w sercu, ze łzą w oku zabawiać ją musi. Tysiące oczu obróconych na nią, ją nicuje, rozbiera i sądzi, dziś pod niebiosa wynosi, jutro szyderstwem i błotem obrzuca. A kiedy zejdzie z owego rusztowania obitego deskami i zruci z głowy blaszanną koronę, i zedrze to co się zdala zdawało purpurą a z bliska jest łachmanem, i tę spodnicę uszytą z błyszczącej nędzy, i te szkiełka udające drogie klejnoty, gdy zetrze z twarzy róż
i bielidło które oddawna świeżą płeć młodości pożarły; rozpacz jaką w tej chwili uczuje, żadne pochlebstwa, pochwały, oklaski i wieńce okupić nie zdołają!
Adelina starannie wychowana przez matkę, utraciła ją zaledwie wychodząc z dziecinnego wieku Pozostałą sierotę wziął stryj w opiekę, a skoro się przekonał jak wielką zdolność posiada do muzyki szczególniej wokalnej, przeznaczył ją do teatru. Mniemał, iż tym sposobem młodej dziewczynie bez majątku, otwierając zawód powodzeń i chwały, los zapewni i przyszłość ustali. Adelina do głosu czarującego łączyła powaby ciała, przymioty duszy, i wnet za pierwszem prawie wystąpieniem na scenę pozyskała przychylność publiczności, w teatrze San Carlos otrzymała pierwszeństwo, najwyższą władzę objęła. Ale na tę przychylność zasłużyła prawdziwym talentem, o pierwszeństwo i władzę nie dobijała się bynajmniej, że je uzyskała było to dowodem, iż umiała sobie zjednać przyjaciół. Adelina młoda, piękna, Włoszka w całem znaczeniu wyrazu, chociaż pod nieco śniadawą powłoką jej twarzy południowa krew płynęła, odbierała zewsząd hołdy uwielbienia, oświadczenia miłosne, woń kadzideł u jej nóg palono; z obojętną jednak grzecznością odpowiadała na nie, bo nikt je-
szcze podobać się jej nie zdołał, dotąd nic kochała. Rozkołysana wyobraźnia artystki potrzebowała zimniejszej strefy, bledszego nieba, potrzebowała ochłonąć, aby zajrzeć do własnego serca i wydobyć z niego dotąd nieznane uczucie. I kiedy do Andrzeja Polińskiego wyrzekła: kocham ciebie, w księdze przeznaczenia jakby czytając, odsłoniła może całą przyszłość swoją! Adelina kilkoma laty od Andrzeja starsza, dziwną, odrębną zupełnie miłością ku niemu pałała, miłością więcej męzką niż kobiecą, miłością kochanka dla kochanki, tchnącą tem odgadnieniem myśli, uprzedzeniem chęci, dopełnieniem każdego skinienia, z tą opieką, pomocą, gotową obroną, którą tylko mężczyzna kobiecie dać może. Ona go z rodzinnej wywiozła ziemi, wszystko mu zastąpić miała za najświętszy obowiązek, i brata i krewnych i przyjaciół; uważała go za sierotę, wygnańca, a przytuliwszy do siebie, matką jego zostać chciała. Poznawszy jego sposób myślenia, wiedząc że nie bogaty, chociaż go obsypać tem wszystkiem co posiadała byłoby największem dla niej szczęściem, lękała się obrazić kochanka, obudzić w nim szkrupuły a może wyrzut sumienia. Kobieta kiedy kocha, wszystko z rozkoszą przyjmuje i bierze, szczyci się nawet z tego, iż wszystko kochankowi winna. Najmniejszy dar kobiecy zakrawający