Zobacz też:






"Maryo," rzekł do niej, jutro o tym czasie, już nie będziemy z sobą, już nas daleka przestrzeń przedzielać zacznie. Jest to pierwsza próba, przez którą przechodzić mamy, abyśmy się godniejszemi stali tej przyszłości, tego szczęścia, które nam opatrzność gotuje".
"Michale, " i odpowiedziała z przytłumionym głosem, "i na cóż te dobrowolne próby, bez których obejśćbyśmy się mogli? I ty i ja nie bogaci jesteśmy, ale mamy dosyć, bo to, co mamy, nam wystarczy. Na cóż nam się ubiegać za nieznanym, kiedy przez ten czas wypuścić możemy to, co w ręku trzymamy!"
"Maryo, " gdybym się serca tylko pytał, toby odpowiedziało, pozostań, ale rozsądek każe inaczej. Gdybym ciebie nie był poznał, byłbym może pozostał w mojej mierności, bo miłość własna mnie nie odurzała, a praca byłaby wystarczyła na niezbędne potrzeby życia. Poznawszy nadziemską istotę, jakże ją nie mam stroić w anielskie pióra? Nie znana dotąd żądza obudziła się we mnie, odezwała się miłość własna, aby miłości winny haracz złożyć mogła. Teraz czuję potrzebę zasłużonych laurów, abym je u nóg twoich złożył, czuję potrzebę rozgłośnego imienia, abym cię nim powitał, czuję potrzebę majątku, aby ciebie otoczyć tym wszystkim, o czem tylko pomy-
śleć, co tylko zażądać możesz. Lat parę prędko przeminą, a wtedy poświęceniem dnia każdego, każdej godziny, może zdołam zatrzeć z twojej pamięci ślady bolesnej odwłoki, dręczącej tęsknoty! Ten tylko może czekać, kto pewien, że się doczeka".
"Nikt nie jest pewien jutra, " odezwała się Marya, "to tylko pewne....." i cała zalała się łzami.
"Maryo, " rzekł Michał, prowadząc ją do okna i wskazując na niebo. Czy widzisz ten lekki obłok pławiący się w przestrzeni? słońce zasłonił, smutny cień rzuca; ale wnet za lada wiatru powiewem, zniknie chmura, słońce na nowo błyśnie, i dla nas dnie pogodne powrócą. Maryo utul łzy twoje, nie odbieraj mi odwagi, ty wiesz ile mi jej potrzeba!" Wziął ją za rękę, do ust przycisnął i nastało milczenie, wymowniejsze od tego, co słowa wyrazić są zdolne; bo to, co człowiek głęboko czuje, nie przechodzi przez usta, ale się tylko z serca do serca przeciska.
Nazajutrz w bramie pocztowego pałacu, stał ogromny dyliżans. Brama napełniona była ludźmi, ci pakowali, ci się żegnali, ci do pojazdu już wsiadali. Czwarta wybiła, odezwała się pocztyliona trąbka, dyliżans ruszył z miejsca, wjechał w ulicę i widziano go przez czas niejaki, aż zakręciwszy na lewo znikł z oczu; tak jak nikną dobre i złe chwile, i to do czego
tyle przywięzujemy wartości, to za czem się ubiegamy, to, bez czego życie nam się zdaje niepodobnem, jak my jeden przed drugim znikamy!
Krakowskiem przedmieściem, młoda osoba oparta na ręku starca, szła tą samą ulicą, którędy co tylko pocztowa kareta przejechała, szła zwolna, ale ją myślą doganiała może, sercem towarzyszyła, wyobraźnią z powrotem witała
 
* * *

"Kto widział Neapol, może umierać; kto widział Paryż, w nim żyć pragnie." Tak powiedziano, ale ja znajduję, iż źle powiedziano. Paryż jeżeli jest ogniskiem naukowego ruchu, postępu całego cywilizowanego świata, jeżeli promienia światła na wszystkie rozrzuca strony; niezaprzeczenie pod względem zmysłowym pierwsze trzyma miejsce. Nigdzie nie znajdziesz tyle zabaw, roztargnienia, rozkoszy, tyle powabów i ponęty, tyle ułudy i uroku, a razem tyle popsucia i złego. Tu młody żyje za prędko, starzec zdaje się za wolno umierać, tu pierwszy marnotrawcą, drugi skąpcem życia. Pomimo tego zakosztować Paryża, któżby niechciał? ale w nim życie całe pędzić nie chciałbym: ciągle bowiem zabawy męczą, ciągłe roztargnienia odurzają, ciągle rozkosze rodzą niesmak.
Utrzymują, że Paryż jest nową Kapuą; jeżeli Kapua Anibalowi nawet wydarła z rąk zwycięztwo nad Rzymianami, Paryż niejednemu wydrze zwycięztwo nad sobą samym. — Kto w Neapolu o zachodzie słońca z okna swojego rzucił okiem w koło siebie, ujrzał czarujące miasto, z Wezuwiuszem wyrzucającym potok rozpalonej ławy, z morzem modrą falą kołysanem; kto ujrzał po nad sobą ten szafir nieba, po którem miliony gwiazd z niecierpliwością na nocne czekają cienia, aby błysnąć brylantowym ogniem; kto odetchnął tą upajającą wonią rozkwitłych drzew pomarańczowych; kogo ochłodził lekki powiew zachodniego wiatru: ten nie mógł nie pokochać Neapolu. Piękne dziewice z nadbrzeżów Prociła, Resina, Sorentu i Castellamare, kto się raz z waszym pałającym napotkał wzrokiem, kto raz usłyszał te słowa z namiętnym wymówione oddechem: ia tamo! — ten w Neapolu źyć zapragnie, nie zechce umierać!
Adelina po wyjeździe swoim z Warszawy udała się wprost do Wiednia, tam zabawiła trzy tygodnie, poczem pospieszyła do Neapolu, gdzie z dyrekcyą teatru San Carlos trzyletni kontrakt zawarła. Pod ów czas Rossini zawód swój rozpoczynał, a ogień gieniuszu rozniecony że tak powiem gorejącym kraterem Wezuwiusza, wiatrem powodzenia niesiony, już