Dwaj bracia artyści : zarys życia towarzyskiego XIX wieku (Potocki Leon) str. 33
Zobacz też:
-
Biuro Poznań
www.e-biurowce.pl -
Filtry powietrza
www.compressor.com.pl -
Quady
www.motor-land.com.pl



jaki rodzaj wybierze. Do krajobrazów nie miał żadnego pociągu, historyczny rodzaj wymagał głębokiej znajomości i ludzi i rzeczy, a może drogo okupionego doświadczenia, Michał uznał, że to nad jego siły. Portretów zrobił kilka, te mu się nie źle udały, ale w tej pracy znalazł coś zależnego, krepującego zdolności i woię, ostudzającego zapał! Oddawać to co czuł, co ideałem piękna utkwiło w duszy, pojmował, ale malować rysy coraz to innej osoby, stosownie do rozkazu, do obstalunku, po tyle zapłaty za każden cal kwadratowy zdawało mu się poniżeniem sztuki. Przypomniał sobie, kiedy go małym dziecięciem matka uczyła pacierza, zdawało musie, że ją jeszcze widzi, kiedy na śmiertelnym łóżu, ostatnim go błogosławieństera żegnała, i jej rysy, czy na lekkich skrzydłach wyobraźni wykołysane, czy pamięcią, przechowane w sercu, stanęły mu przed oczami! rzucił je na płótno, otoczył jasności wieńcem, a skoro obraz swój zakończył ukląkł przed nim; ale niemyślcie, aby miłość własna, lub jakie inne bałwochwalcze uczucie zginało kolana jego, była to czysta modlitwa do Boga, syna za matką. Skoro Bacciarelli ujrzał poraz pierwszy ten obraz, rozpromieniła się radością poważna twarz strąca i w obec całej zgromadzonej szkoły, odwróciwszy się do ulubionego u-
cznia swojego: "Witam ciebie malarzem!" zawołał. Była to ostatnia zachęta, udzielona przez kończącego świetny zawód starca! Odtąd Michał Poliński poświęcił swój pędzel kościelnym obrazom, gdyż ozdabiać święte ołtarze zdało mu się niejako uiszczeniem się z długu za te zdolności, któremi stwórca nas obdarza. Odtąd Michał Anioł, Rafael i Corregio stały się jedynemi jego wzorami, przewodnikami, mistrzami. Jednak on o nich po słabych tylko kopiach mógł sądzić, on oryginałów potrzebował. Cała więc jego dążność, pragnienie zwrócone były w te strony, kędy sztuka od starożytnych przechodząc tylko podaniem, na nowo się odrodziła, wypielęgnowała, wzrosła; doszła do najwyższego doskonałości szczebla i nam do naśladowania przekazaną została. Ale tu wielka w nim powstała walka, walka tego co nie puszcza, z tym co popycha, tego z czem dzisiaj tak dobrze, z tym co jutro zapewnić może; walka serca z rozsądkiem! I on miałby od Maryi odjechać, z nią się na łat parę rozłączyć; puszczać się na niepewność losów, kiedy tu szczęście spostrzega!? Tak przemawiało serce. Pracuj, a praca twoja uwieńczoną zostanie, powrócisz wzbogacony nauką, doświadczeniem, zawód twój ustalisz, a w tedy i swoje szczęście, i tej którą po-
kochałeś, będziesz mógł zapewnić; tak przekonywał rozsądek. Ale któż może ręczyć za to co ma nastąpić, czas wszystko zaciera, niweczy i ta Marya, która dzisiaj ciebie kocha, może jutro o tobie zapomnieć; tak mu szeptało nieznane dotąd niespokojne jakieś uczucie. Czyż nie masz ufności w Bogu? zaspakaja go wiara!
Michał kochał Maryą i ona go nawzajem kochała! I jakże to przyszło, jak się rozwinęło, kiedy nastąpiło wyznanie? Przyszło jak miłość przychodzi, rozwinęło się samo przez się, a chociaż wzajemnego nie było wyznania, wiedzieli, że się nawzajem kochają. Jeżeli chcesz się tylko podobać, usidlać, uwieść, użyj wymowy, fortelów, wystąp z dowcipem, a często na swoim postawisz. Ale gdzie uczucie pochodzi z serca, tam słów nie potrzeba, tam jedno spojrzenie często więcej znaczy, tam odbierasz w stosunku tego co dajesz. Wdzięczność, znajomość zawarta, przyjaźń podała rękę, miłość połączyła serca, i ojciec spoglądał na nich ze szczęściem, a stary major powtarzał: oni stworzeni dla siebie! Skoro Michał Poliński ukończył trzyletni kurs nauk w szkole sztuk pięknych, policzonym został w poczet uczniów wysyłających się za granicę kosztem rządu. I jakże nie miał korzystać z tak pomyślnych dla siebie okoliczności?
Już późna nastąpiła jesień, kwiaty pożółkły w o-
Michał kochał Maryą i ona go nawzajem kochała! I jakże to przyszło, jak się rozwinęło, kiedy nastąpiło wyznanie? Przyszło jak miłość przychodzi, rozwinęło się samo przez się, a chociaż wzajemnego nie było wyznania, wiedzieli, że się nawzajem kochają. Jeżeli chcesz się tylko podobać, usidlać, uwieść, użyj wymowy, fortelów, wystąp z dowcipem, a często na swoim postawisz. Ale gdzie uczucie pochodzi z serca, tam słów nie potrzeba, tam jedno spojrzenie często więcej znaczy, tam odbierasz w stosunku tego co dajesz. Wdzięczność, znajomość zawarta, przyjaźń podała rękę, miłość połączyła serca, i ojciec spoglądał na nich ze szczęściem, a stary major powtarzał: oni stworzeni dla siebie! Skoro Michał Poliński ukończył trzyletni kurs nauk w szkole sztuk pięknych, policzonym został w poczet uczniów wysyłających się za granicę kosztem rządu. I jakże nie miał korzystać z tak pomyślnych dla siebie okoliczności?
Już późna nastąpiła jesień, kwiaty pożółkły w o-
grodku, wiatr szumiał na dworze, było zimno, pochmurno i smutno. I w dworku na Faworach było pochmurno i smutno. Marya na stołku siedząc robotą była zajęta, ale jej wesoła nie wtórowała piosenka. Michał obok niej milczący z ołówkiem w ręku, lękał się na nią. spojrzeć, nie wiedział dla czego, jednak jej rysy rzucał na papier, i podobieństwo było wielkie, Kto oczami serca patrzy, tego wzrok wewnętrzny nie zawodzi, ten najlepiej widzi! Bogdański zamyślony chodził po pokoju, był nie swój, czegoś mu niedostawało, trzymał fajkę w gębie, choć ogień w niej już oddawna zagasł. W tem drzwi się otworzyły, wszedł major Druźbacki, scisnął kapitana za rękę, a oddając papier Polińskiemu: "O to twój paszport, " rzekł, "miejsce w dyliżansie zamówione na jutro na godzinę 4. po południu. "
Michał położył ołówek, bo mu z rąk wypadł, wziął paszport i schował; poczem stanąwszy pod oknem, czoło oparł o szybę, czuł, ie go cos' paliło, ie krew cała uderzała do głowy. Marya zbladła, przestała robotę, a leż kilka po pięknej twarzy spłynęło. I kiedy ojciec zawołał na nią: "Maryniu nałóż mi fajkę, " wolnym krokiem, ze schyloną głową, poszła do drugiego pokoju spełnić dany rozkaz. I Michał poszedł
Michał położył ołówek, bo mu z rąk wypadł, wziął paszport i schował; poczem stanąwszy pod oknem, czoło oparł o szybę, czuł, ie go cos' paliło, ie krew cała uderzała do głowy. Marya zbladła, przestała robotę, a leż kilka po pięknej twarzy spłynęło. I kiedy ojciec zawołał na nią: "Maryniu nałóż mi fajkę, " wolnym krokiem, ze schyloną głową, poszła do drugiego pokoju spełnić dany rozkaz. I Michał poszedł