Dwaj bracia artyści : zarys życia towarzyskiego XIX wieku (Potocki Leon) str. 29
Zobacz też:
-
Dźwigi
www.global.iap.pl -
Systemy gps
www.autoguard.pl -
Kaszka manna
www.bacha.pl -
Agregaty prądotwórcze
www.p-masz.pl



przez ulicę przechodzić. Nie lękała się chyba złodzieja, zresztą nikt nie śmiał jej zaczepiać, strzegła ją przodków naszych obyczajność, przyzwoitość, poczciwość. Napastować słabszego było u nas hańbą, bronić słabszego charakteru narodowego znamieniem. Odkąd mody paryzkie ubiór nasz przekształciły, a filozofowie ośmnastego stulecia odebrali nam wiarę i obyczaje skazili, podobni byliśmy do chorego na zgniłą gorączkę, gdy po całem ciele czarne występują plamy. Odtąd i każda młoda kobieta jeżeli wieczorem sama szła przez miasto, nieraz napastowaną była przez zniewieściałych młodzików wychowanych w zachodniej Sodomie, a skoro nastały wojenne czasy, trójgraniasty kapelusz zastąpiono kaszkietem, (rak kolorowym mundurem a do trzewików przypięto ostrogi" wtedy i wśród bożego dnia w publicznych miejscach uczciwa niewiasta nie była wolną od grubiańskich zalecanek, od nieprzyzwoitej napaści. W niedzielę zaraz po mszy świętej Michał Poliński zaszedł do Saskiego ogrodu. W bocznej ulicy używając przechadzki, zatopiony w myślach nie widział, co się w koło niego działo; może marzył o nie znanem, tęsknił za nie byłem! Młoda, skromnie ubrana. panienka siedziała na ławce pod rozłożystym kasztanem, trzymała w ręku książkę, pewnie od pacierza.
I ona zamyśloną była, zdawała się czekać na kogoś.
0 kroków kilkadziesiąt dalej, na drugiej ławce, dwócłi oficerów po cichu rozmawiało z sobą. Spoglądali na sąsiadkę, uśmiechali do siebie, zdawało się, że jakieś układają plany. Nakoniec jeden z nich powstał, przeszedł parę razy przez aleę i usiadł obok niej na tejże samej ławce co ona; drugi z miejsca swojego ukradkiem na kolegę spoglądał. Przez czas niejaki panowało milczenie, moie młodzik sam nie wiedział od czego zacząć, jak rozpocząć szatańskie manewra.
"Przepraszam panią, " rzekł po pewnym namyśle, "ale cóź to za piękną książkę trzymasz w ręku?"
"Ksiąźkc od pacierza, " odpowiedziała nieśmiało.
"Czy to być może? a ja sądziłem, że romans. "
"Ja romansów nie czy tara. " Gdy nieco pomięszana upuściła chustkę od nosa, on ją podniósł i niby z grzecznością oddał. Niespokojna, po kilka razy w jedną stronę odwracała głowę.
"Pani zdajesz się oczekiwać na kogoś?" zapytał.
"Tak jest, czekam na ojca."
"Czy doprawdy?"
Zadziwiona tem zapytaniem, podniosła oczy, a napotkawszy pałający wzrok wojskowego, spuściła je natychmiast, a twarz jej oblała się rumieńcem oburzenia i wzgardy.
0 kroków kilkadziesiąt dalej, na drugiej ławce, dwócłi oficerów po cichu rozmawiało z sobą. Spoglądali na sąsiadkę, uśmiechali do siebie, zdawało się, że jakieś układają plany. Nakoniec jeden z nich powstał, przeszedł parę razy przez aleę i usiadł obok niej na tejże samej ławce co ona; drugi z miejsca swojego ukradkiem na kolegę spoglądał. Przez czas niejaki panowało milczenie, moie młodzik sam nie wiedział od czego zacząć, jak rozpocząć szatańskie manewra.
"Przepraszam panią, " rzekł po pewnym namyśle, "ale cóź to za piękną książkę trzymasz w ręku?"
"Ksiąźkc od pacierza, " odpowiedziała nieśmiało.
"Czy to być może? a ja sądziłem, że romans. "
"Ja romansów nie czy tara. " Gdy nieco pomięszana upuściła chustkę od nosa, on ją podniósł i niby z grzecznością oddał. Niespokojna, po kilka razy w jedną stronę odwracała głowę.
"Pani zdajesz się oczekiwać na kogoś?" zapytał.
"Tak jest, czekam na ojca."
"Czy doprawdy?"
Zadziwiona tem zapytaniem, podniosła oczy, a napotkawszy pałający wzrok wojskowego, spuściła je natychmiast, a twarz jej oblała się rumieńcem oburzenia i wzgardy.
"Pewnie ten oczekiwany ojciec nie tak prędko nadejdzie, dodał zuchwalec z uśmiechem; "możebyśmy na jego poszli spotkanie, a jeżeli pozwolisz, to cię odprowadzę aż do domu. "
Młoda dziewczyna zadrzała. Ta bezczelność wszelkie wyobrażenie przechodziła, raptem się z miejsca zerwała: "Więc się zgadzasz aniołku", odezwał się znowu wyciągając ku niej ręce.
Tu ją już cala odstąpiła odwaga, dreszcz przez żyły przebiegł, ciemno się w oczach zrobiło, tchn i głosu zabrakło. A kiedy ją oficer wziął poufale za rękę, odepchnęła go silnie i w drugą odwróciła się stronę, ale i tu godny jego kolega zastąpił jej drogę. W tej chwili Michał Poliński obok nich przechodził.
"Panie ratuj!" krzyknęła przeraźliwie rzucając się prawie w jego objęcia, a dwa strumienia łez z ócz się jej puściły. Oficerowie zatrzymali się, pomięszani, nie wiedzieli jak dalej począć; może zaczynali żałować, iż niewinną podług nich zabawę, trochę za daleko posunęli.
"Panowie, odezwał się do nich Poliński", "te szlify, które spostrzegam na waszych ramionach, okryliście hańbą, nosić ich ten nie wart, kto niewinną, bezbronną napastuje kobietę, żołnierz przedewszystkiem powinien szanować prawa honoru. Nikt tego lepiej nie
Młoda dziewczyna zadrzała. Ta bezczelność wszelkie wyobrażenie przechodziła, raptem się z miejsca zerwała: "Więc się zgadzasz aniołku", odezwał się znowu wyciągając ku niej ręce.
Tu ją już cala odstąpiła odwaga, dreszcz przez żyły przebiegł, ciemno się w oczach zrobiło, tchn i głosu zabrakło. A kiedy ją oficer wziął poufale za rękę, odepchnęła go silnie i w drugą odwróciła się stronę, ale i tu godny jego kolega zastąpił jej drogę. W tej chwili Michał Poliński obok nich przechodził.
"Panie ratuj!" krzyknęła przeraźliwie rzucając się prawie w jego objęcia, a dwa strumienia łez z ócz się jej puściły. Oficerowie zatrzymali się, pomięszani, nie wiedzieli jak dalej począć; może zaczynali żałować, iż niewinną podług nich zabawę, trochę za daleko posunęli.
"Panowie, odezwał się do nich Poliński", "te szlify, które spostrzegam na waszych ramionach, okryliście hańbą, nosić ich ten nie wart, kto niewinną, bezbronną napastuje kobietę, żołnierz przedewszystkiem powinien szanować prawa honoru. Nikt tego lepiej nie
czuje odemnie, bo choć nie jestem wojskowym, jestem synem pułkownika Polińskiego, którego czterdziestoletni żołnierski zawód mógłby wam służyć za przykład uczciwego i niczem nie splamionego postępowania. "
Poczem wyjął z pularesu kawałek papieru, napisał na nim swój adres i jednemu z nich oddał. Zaledwo z młodą osobą całą jeszcze drzącą ze strachu chciał odchodzić; gdy ta spostrzegłszy z daleka idącego ojca, czemprędzej do niego pobiegła, Wnet powróciła z nim razem i przedstawiła mu obrońcę swojego. Rozrzewniony starzec ścisnąwszy Michała za rękę:
"Panie Poliński", rzekł, "dziękuję ci za opiekę udzieloną dziecku mojemu Ojciec twój, bo mi córka już powiadała, kto jesteś, był moim kolegą, pod jednemi służyliśmy chorągwiami. Odziedziczyłeś po nim nieskalane imie i powinieneś wziąźć w spadku przyjaźń i szacunek tych wszystkich, którzy go znali i oceniać umieli. "
Michał odprowadziwszy ojca i córkę, do końca ogrodu, kiedy się z niemi żegnał:
"Nie na tem koniec, odezwał się znowu kapitan Bogdański, "znajomość tak dziwnym sposobem zawarta, nie powinna się kończyć na próżnych słowach
Poczem wyjął z pularesu kawałek papieru, napisał na nim swój adres i jednemu z nich oddał. Zaledwo z młodą osobą całą jeszcze drzącą ze strachu chciał odchodzić; gdy ta spostrzegłszy z daleka idącego ojca, czemprędzej do niego pobiegła, Wnet powróciła z nim razem i przedstawiła mu obrońcę swojego. Rozrzewniony starzec ścisnąwszy Michała za rękę:
"Panie Poliński", rzekł, "dziękuję ci za opiekę udzieloną dziecku mojemu Ojciec twój, bo mi córka już powiadała, kto jesteś, był moim kolegą, pod jednemi służyliśmy chorągwiami. Odziedziczyłeś po nim nieskalane imie i powinieneś wziąźć w spadku przyjaźń i szacunek tych wszystkich, którzy go znali i oceniać umieli. "
Michał odprowadziwszy ojca i córkę, do końca ogrodu, kiedy się z niemi żegnał:
"Nie na tem koniec, odezwał się znowu kapitan Bogdański, "znajomość tak dziwnym sposobem zawarta, nie powinna się kończyć na próżnych słowach