Zobacz też:






tchnienia, chciwy laurów, podbojów innego moie rodzaju."
Adelina uśmiechnęła się i z Polińskim zaczęła po włosku rozmawiać.
Patrz jak Emilia Adelinie swojego Kupidynka poleca, cóz książe powiesz na podobną wspaniałomyślność z jej strony? zapytała pewna pani księcia Hilarego, przypatrując się pięknej Włoszce przez lorynetkę.
Hilary trzymał w ręku pomarańczę, a podając ją tejże samej pani: "Proszę odemnie przyjąć, "rzekł do niej.
"Dziękuję, nie chcę go pozbawiać....."
"Weź, bo mnie juź nie smakuje, " dokończył. — I oboje parsknęli od śmiechu.
"Czy nas tu po to zaprosili, " odezwał się niemłody człowiek do sąsiada, >. aby się przypatrywać aktorce rozmawiającej z tym podlotkiem ?«
Kobiety już zaczynały między sobą rozbierać wdzięki Adeliny. Jedna utrzymywała, że ma nos za długi; druga, że nad miarę duże oczy w wyraz zadziwienia wpadają. "Wprawdzie zęby ma prześliczne" znalazła trzecia, "czy tylko nie wprawiane?" — "Mówią, że ma lat dwadzieścia kilka. " — "Gdzie tam, przynajmniej dziesiątkę ukrywa. " — "Patrzcie, jakie
piękne perły!" — "Fałszywe. " — "Przepraszam, prawdziwe, i cóź dziwnego? takim kobietom z łatwością przychodzą. " — "Ale czy śpiewać będzie? jeszcze z kwadrans poczekam, a potem wracam do domu. " — "I my za panią, " odpowiedziało dam kilka.
Na zaproszenie hrabiny, Adelina przystąpiwszy do fortepianu, zdjęła rękawiczki, usiadła. Głębokie nastąpiło milczenie, a skoro silnym i przenikającym głosem zaczęła Rossyniego aryą, skoro w niej wymówiła: io tamo! niejedna pierś raczka zadrzała, panie pospuszczały głowy, ta aby ukryć mimowolne wzruszenie, tamta źle przytłumioną zazdrość; panny tylko nie taiły doznanej rozkoszy, nieznanego moie dotąd uczucia, wpływu jakiegoś uroku. Andrzej zbladł. Emilia uczuła jakby ostrze zimnej stali, wciskającej się do serca!
Adelina juź parę razy na naszej wystąpiła scenie, a grzmot oklasków ją przyjął. Publiczność nasza oceniła jej wielki talent. Publiczność nasza jakie podobna do ładnej kobiety! czasami uprzedzająca się, nieraz w złym humorze, kiedy niekiedy kapryśna, ale w gruncie sprawiedliwa.
Andrzej Poliński przepędzał poranki u Adeliny, śpiewali razem, ona go uczyła, on z jej nauk korzystał. "Ty będziesz wielkim artystą ! powtarzała nie
raz może tylko przez grzeczność. Te słowa pochlebiały młodzieńczej miłości własnej, a wszakże od niej do miłości tak blisko!
Hrabina Nowodworska zmiarkowała od razu na co się zanosi. Skoro w jej przytomności Andrzej z Adeliną rozmawiał, już niejeden szyderski spostrzegała uśmiech, i zdawało się, że słowa: — on ją dla aktorki porzucił — do jej uszu dolatywały. Porzucić rzecz naturalna, być porzuconą, jakże to boli! Cóż w takim razie począć: Przyciągnąć go na powrót, usidłać na nowo, na nowo do nóg swoich nagiąć, a potem odepchnąć: byłoby najlepiej, ale czyby się udało? Udać smutek, źal, rozpacz? już nie było w modzie, już nikt Heloizy i Klaryssy nie czytał. Czynić wymówki? powiedzą, że dbam o niego. Wzniecić w nim zazdrość? pono za późno. Podburzyć przeciwko Adelinie kabałę, przytłumić oklaski gwizdaniem? to go jeszcze więcej rozjątrzy, kabała się wyda, mnie śmiesznością okryje. Była nawet chwila, w której nawet pomyślała: oddam mu rękę, a raz jego żoną, zrobię z nim co zechcę, kiedy zechcę porzucę. A gdy rękę odmówi? Ina tę myśl zatrzęsła się cała i głowę w tył zarzuciła, jak żmija kiedy ma ukąsić. Nie, tego głupstwa nie zrobię, ale korzystać z niego moge;
spieszyć się tylko potrzeba, bo ona wyjdzie, a on za nią gonić gotów.
Odtąd Adelina ciągle przez hrabinę zapraszana na obiady, na poranki i wieczory muzykalne, u niej dnie całe trawiła. I Andrzej ciągle był razem, i obchodzono się z nim jak dawniej, z równą przyjaźnią, z tym samym zajęciem, z największym pobłażaniem. Jeżeli się sam temu dziwował, on, co się zasłużonych wyrzutów spodziewał, tak szlachetne postępowanie, nie mogło jak przemawiać do jego serca, i nieraz powtarzał ze smutkiem: czemuż ją tak nie kocham jak dawniej? Emilia chcąc dać poznać Adelinie, czem dla niej jest Andrzej, dawała do zrozumienia, że albo potajemne małżeństwo ich łączy, albo wnet nastąpić musi. Nigdy ją inaczej nie zapraszała jak: przyjedź do nas, bądź w naszej loży; Andrzeju, mówiła nieraz, niechaj ją nasza kareta odwiezie. I Andrzej nie spostrzegał się, nawet nie zastanawiał się, że w domu Emili robił honory, był w nim jak u siebie. Niejedna tez z przyjaciółek światowych, niechętna powodzeniom, a jeszcze bardziej wdziękom Rzymianki, opowiadała jej pod sekretem, jakie zachodzą stosunki między hrabiną a Andrzejem Polińskim, że jeżeli się dotąd nie pobrali, to tylko jedynie dla interesów familijnych; nie domyślała się, że chcąc szkodzić, obu