Dwaj bracia artyści : zarys życia towarzyskiego XIX wieku (Potocki Leon) str. 21
gnatów; 1) co tylko zbytek najkosztowniejszego mieć może, co tylko wytwor wynaleść zdoła, co tylko wystawa najokazalszego posiada: u pana Chovot widziałeś. Co tylko popsuty smakoszów żołądek wymaga, wymysł i kaprys zażądać mogą: u niego znalazłeś. Ściany salonów wybite kosztownemi obiciami, meble wyrabiane z drogiego mahoniu, gęsto pozawieszane żyrandole z kryształu i bronzu, lampy w alabastrowych urnach zamknione. Po wszystkich stronach porozstawiane stoły różnych rozmiarów, a na nich na białych jak śnieg obrusach porcelana saska, szkło angielskie, paryskie srebra. Po za długim, snycerską robotą ozdobionym kantorem (comptoir), przynajmniej na łokieć wyniesionym nad poziom, oparta o zwierciadlane szafy, nad któremi zegar bronzowy w kształcie francuskiego orła skrzydła swoje rozpościerał, siedziała jakby na monarchicznym tronie gospodyni domu. Otaczały ją do koła klomby z najświeższych kwiatów, piramidy z najrzadszych owoców; pomiędzy niemi wystrzeliwała gdzieniegdzie
------------------------
1) Pałac ten należał dawniej do Klemensa Jaxy Branickiego hetmana wielkiego koronnego, kasztelana krakowskiego. Długo jeszcze po jego śmierci mieszkała w nim wdowa a siostra Stanisława Augusta króla polskiego. Później przesiedl do Sołtykow, a następnie stal się własnością Dyzmańskiego kupca.
------------------------
1) Pałac ten należał dawniej do Klemensa Jaxy Branickiego hetmana wielkiego koronnego, kasztelana krakowskiego. Długo jeszcze po jego śmierci mieszkała w nim wdowa a siostra Stanisława Augusta króla polskiego. Później przesiedl do Sołtykow, a następnie stal się własnością Dyzmańskiego kupca.
strazburgskiego pasztetu wieżyca, wznosiła się podobna do litewskiego kurhanu olbrzymia massa zagranicznego sera, a obok monstrualnych szparagów przypominających cedry Libanu, rak morski z morskim pająkiem witał się jak z ziomkiem, i kiedy lekka jaskułka gdzieś tam nad modrym jeziorem bujała, jej gniazdko tak pracowicie ulepione wystawione było na pastwę żarłokom. Pani Chovot już nieco do przeszłości należeć zaczynała, jeżeli dużo zostawiła na ojczystej ziemi, to co uratować zdołała, co przywiozła z sobą, umiała najmodniejszym strojem osłonić, ożywić i podnieść; sztuka na ten raz przychodziła w pomoc naturze. Cały szereg młodych, przystojnych i zgrabnych garsonów służbę przy niej odbywał, bacznych na każde skinienie, lecących na złamanie karku na każde zawołanie.
W jednym z końców salonu, sam kwiat naszej młodzieży zasiadł przy okrągłym stole. Obrawszy jednomyślnie księcia Hilarego prezydującym, rozpoczęto posiedzenie od przejrzenia na karcie restauratora dziwacznych nazwisk, wybór tak utrudzających! Co było najdroższego, najniezdrowszego, ma się rozumieć wybrano.
Już rozmowa coraz była głośniejszą, a wybuchy śmiechu coraz częstsze, bo rubin lafitu coraz wy-
W jednym z końców salonu, sam kwiat naszej młodzieży zasiadł przy okrągłym stole. Obrawszy jednomyślnie księcia Hilarego prezydującym, rozpoczęto posiedzenie od przejrzenia na karcie restauratora dziwacznych nazwisk, wybór tak utrudzających! Co było najdroższego, najniezdrowszego, ma się rozumieć wybrano.
Już rozmowa coraz była głośniejszą, a wybuchy śmiechu coraz częstsze, bo rubin lafitu coraz wy-
próźnione kieliszki na nowo krasił, a gęste wystrzały z butelek świadczyły, że nie szczędzono szampana. Węgrzyn jeszcze nie był wrócił w modę, tak świeżo minione francuskie czasy jeszcze mu nie dozwalały uchwycić na nowo wytrąconego berła; spoczywał w butelkach pleśnią obrosłych, dojrzewał dla przyszłego pokolenia;
"Powiedz mi Kupidynku," zapytał Andrzeja młody, rumiany, z czarnym zakręconym wąsikiem oficer od szaserów ze świeźuteńką świecącą szlifą, nie na placu bitwy ale na paradzie uzyskaną: opowiedz mi proszę, kiedy nam oddasz twoją rozromansowaną hrabinę? Nadto długo tej stałości, trzeba żeby i na nas przyszła kolei."
"Proszę mówić z większem uszanowaniem o tej którą kocham i szacuję," odpowiedział cały zaczerwieniony Andrzej.
"Kocham, wierzę, ale szacuję......" przecedził przez
zęby szaser. Andrzej chciał się zerwać z miejsca, ale go obok siedzący Hilary zatrzymał. "Nie gniewaj się Kupidynku," zawołał, "czy nie widzisz że to żarty."
"Dajcie temu pokój," odezwał sie ktoś inny, "wszakże nasz Andrzej coś na małżenstwo kroi. "
"Powiedz mi Kupidynku," zapytał Andrzeja młody, rumiany, z czarnym zakręconym wąsikiem oficer od szaserów ze świeźuteńką świecącą szlifą, nie na placu bitwy ale na paradzie uzyskaną: opowiedz mi proszę, kiedy nam oddasz twoją rozromansowaną hrabinę? Nadto długo tej stałości, trzeba żeby i na nas przyszła kolei."
"Proszę mówić z większem uszanowaniem o tej którą kocham i szacuję," odpowiedział cały zaczerwieniony Andrzej.
"Kocham, wierzę, ale szacuję......" przecedził przez
zęby szaser. Andrzej chciał się zerwać z miejsca, ale go obok siedzący Hilary zatrzymał. "Nie gniewaj się Kupidynku," zawołał, "czy nie widzisz że to żarty."
"Dajcie temu pokój," odezwał sie ktoś inny, "wszakże nasz Andrzej coś na małżenstwo kroi. "
"A to piękne byłoby małżeństwo," przerwał z szyderstwem oficer parskając od śmiechu:
"Stara Wenus z Kupidynkiem,
Czysta mama z swoim synkiem."
Na te słowa Andrzej zbladł ze złości; w pierwszej chwili ani słowa wyrzec nie był w stanie, ale trzymając kieliszek w ręku, rozgniótł go na miazgę i kilka kropel krwi na obrus padło.
"Brawo," dodał oficer, "teraz przynajmniej możesz powiedzieć, żeś za kochankę krew przelał."
Andrzej powstał, a chociaż go w piersiach paliło, "Panie podporuczniku," rzekł z udaną spokojnością, "widać żeś szlify nie otrzymał na polu sławy, kiedy honor kobiety odważasz się brudzić w publicznem miejscu. Dalszą moją odpowiedź znajdziesz za powrotem do domu." Poczem nachyliwszy się do ucha Hilarego: "Czekam na ciebie," rzekł po cichu, ukłonił wszystkim, wziął za kapelusz i wyszedł. Po nim wnet powychodzili drudzy; podporucznik zostawszy jeszcze z trzema kolegami: "Kosz szampana!" krzyknął. W parę godzin później książę Hilary zaniósł mu wyzwanie Andrzeja Polińskiego.
Tegoż samego wieczora, towarzystwo złożone z kilkunastu osób, zebrało się u hrabiny Nowodworskiej. Andrzej Poliński był weselszym niż kiedykol-
"Stara Wenus z Kupidynkiem,
Czysta mama z swoim synkiem."
Na te słowa Andrzej zbladł ze złości; w pierwszej chwili ani słowa wyrzec nie był w stanie, ale trzymając kieliszek w ręku, rozgniótł go na miazgę i kilka kropel krwi na obrus padło.
"Brawo," dodał oficer, "teraz przynajmniej możesz powiedzieć, żeś za kochankę krew przelał."
Andrzej powstał, a chociaż go w piersiach paliło, "Panie podporuczniku," rzekł z udaną spokojnością, "widać żeś szlify nie otrzymał na polu sławy, kiedy honor kobiety odważasz się brudzić w publicznem miejscu. Dalszą moją odpowiedź znajdziesz za powrotem do domu." Poczem nachyliwszy się do ucha Hilarego: "Czekam na ciebie," rzekł po cichu, ukłonił wszystkim, wziął za kapelusz i wyszedł. Po nim wnet powychodzili drudzy; podporucznik zostawszy jeszcze z trzema kolegami: "Kosz szampana!" krzyknął. W parę godzin później książę Hilary zaniósł mu wyzwanie Andrzeja Polińskiego.
Tegoż samego wieczora, towarzystwo złożone z kilkunastu osób, zebrało się u hrabiny Nowodworskiej. Andrzej Poliński był weselszym niż kiedykol-


