Zobacz też:






zwyczaj pielgrzymki do Bielan? nie wiadomo. Cel jedynie pobożny był bez wątpienia jej początkiem. "Garstka wiernych wyszedłszy ze stolicy o wschodzie słońca, udała się śpiewając pobożne pienia do lasku o milę odległego, w którym już stał Ojców Kamedułów klasztor. Właśnie odprawiano w świątyni tego skromnego zacisza uroczyste nabożeństwo, a odpust naznaczony był dla tych co się jednoczyli z modłami kościoła." 1)
W latach następnych, gdy garstka coraz się powiększając zamieniła w tłumy, gdy wszystkie klasy mieszkańców miasta w nich znalazły miejsce, gdy przy pięknej wiosennej pogodzie nietylko nabożeństwo, ale przyjemność przechadzki, chęć pokazania się, ciekawość widzenia nęciły; odtąd Bielany przekazane modzie, w jej dziedzinie pozostały.
W roku 1817 o drogach bitych w naszym kraju zamyślano wprawdzie, niektóre nawet zaczynano robić, ale z Warszawy do Bielan jeszcze po głębokich piaskach potrzeba było przejeżdżać. I dróg kilka wiodło do tego ulubionego miejsca, i każdy dogodniejszą wybierał, a piesi amatorowie, byle się nawinęła ścieżka, nią się puszczali. Dwóch młodych ludzi szło

------------------------
1) Patrz Kuryera warszawskiego i 1839 roku.
razem, zajmująca między niemi musiała być rozmowa, kiedy nie usłyszeli nadbiegającego za niemi pojazdu. Na ostrzegające silnym głosem wymówione: Na bok! uchylili się na strony, a lekki karykiel w największym pędzie dwóch pięknych karych koni, koło nich przeleciał. Młody człowiek trzymał lejce w ręku, rzucił wzrokiem na przechodzących i z wesołym uśmiechem im się ukłonił. Siedząca przy nim w pojeździe Emilia Nowodworska odwróciła się machinalnie, a ujrzawszy tę twarz bladą czarnemi okoloną włosami, napotkawszy się z tem czarnem a tak przenikliwem okiem, poznała od razu nieznajomego z Wierzbna i z pewnem pomięszaniem "Kto to jest?" zapytała Andrzeja. "To mój brat Michał, " odpowiedział Poliński. "Twój brat? nie, to być nie może!"
"Dla czego ?"
"Bo.... niepodobny do ciebie," dodała jakby z wymuszonym uśmiechem. Odwróciła się raz jeszcze i długo może byłaby na coraz bardziej oddalający się przedmiot patrzała, gdyby go tuman kurzawy nie był wnet zasłonił przed jej oczami. Wysiedli z pojazdu na Bielanach. W jednej chwili Emilia jakby dworem otoczoną została. Ale Zaledwo odpowiadając skinieniem głowy lub półsłowem na ukłony i zapytania, przeszła raz tylko przez taras unoszący się nad
brzegiem Wisły i uskarżając na ból głowy, wnet potem z Andrzejem do Warszawy wróciła. Rozmowa w czasie powrotu ożywioną nie była: Emilia roztargniona, może cierpiąca, milczała; Andrzej rozpromieniony szczęściem, to na ładną towarzyszkę spoglądał, to na dziarskie konie, to na wiedeński pojazd, to na przechodzących i tak jak dziecko z radości trzaskał z bicza. Przejeżdżając przez ulicę Freta: "Tu Michał mieszka" rzekł, wskazując na małą niepozorną kamienicę.
"Tu?" zapytała Emilia.
"Tak jest," odpowiedział, "na trzeciem piętrze."
Wjednym z pięknych domów Krakowskiego przedmieścia przez okna otwarte na ganek dostrzedz było można gustowne i wytworne uporządkowanie pokoi; firanki z ciężkiej niebieskiej materyi, ganek zastawiony kwiatami. Emilia smutno w tę stronę odwróciła oczy, dla czego? wszakże wiedziała, że to mieszkanie Andrzeja. "Czemuż" rzekła, "nie przyprowadziłeś mi dotąd brata twojego, chociaż cię o to prosiłam?"
"Namawiałem go po razy kilka," odpowiedział młodzieniec, "nie chciał. Trudna z nim rada; najpoczciwszy w świecie chłopiec, ale zdziczały i tak zajęty swojem ulubionem malarstwem, że od rana do nocy pracuje."
"A ty próżnujesz," wymówiła dwuznacznie hrabina Nowodworska, wysiadając z pojazdu przed własnym domem. "Żegnam cię" dodała, "na dzisiaj, nie przychodź do mnie na herbatę, jestem cierpiąca, potrzebuję wypoczynku."
 
* * *

Że Polacy wielką skłonność do naśladowania mają, rzeczą dowiedzioną. Jestże to skutkiem pewnej dążności do wydoskonalenia, alboliteż charakteru narodowego wadą? Nie wiem czy się zastanawiano nad. tem, ale tak było, tak jest, bodajby tak nie zostało. z  tego powodu Polak z taką łatwością przyswoił sobie zwyczaje francuskie, obcy język u siebie salonowym uczynił, dawny kontusz na frak przemienił. Z dawień dawna słynął Paryż zbytkownemi, wymyślnemi, wyszukanemi gastronomicznemi zakładami, i w naszej Warszawie otworzył się nowy zakład wyrównywający we wszystkiem temu, czem się tak słusznie pod tym względem stolica Francyi szczyciła. Pan Chovot opuściwszy dla spekulacyi dobrze wyrachowanej nadbrzeża Sekwany, w pałacu Sołtykow przy ulicy Miodowej restauracyą swoją otworzył. W tychże samych komnatach, gdzie niegdyś królewska siostra pierwszych w kraju przyjmowała ma-