Zobacz też:






wszedł drugi sekundant, sprawił zadziwienie; a kiedy za nim ujrzano mordercę, ogólne oburzenie nastało. Książę M. nie mogąc dłużej wytrzymać, wziął za kapelusz: "Cela s'appelle, l'impudence du vice" rzekł po cichu do gospodyni domu i kiedy miał wychodzić, w samym progu spotkał się z nieboszczykiem. W jednej chwili cały żart zrozumianym został i cel może dopiętym; bo kiedy opowiadano dowcipnie, żartobliwie wszelkie szczegóły odegranej komedyi, a wszyscy zanosili się ód śmiechu, już i hrabiankę ujrzano w salonie, ból głowy przeszedł, śmiała się zarówno z drugiemi. Jedna z dam wskazując na nią dwuznacznie: "Jakie z was trzpioty," rzekła do pierwszego sekundanta, "nie dość żeście całą Warszawę nabawili żalu po stracie najlepszego z naszych tancerzy, ale i teraz tak zabawnie rzecz opowiadacie, że się nawet panna Anna nie mogąc wstrzymać od śmiechu, spłakała; patrzcie jakie ma oczki czerwone. " Takiem i podobnemi żartami zabawiano się w Warszawie, coraz coś nowego wymyślano, nowy koncept szedł w wykonanie, a towarzystwo było ożywione, wesołe. Pani C. z dwoma córkami powracała karetą z Bielan, otoczona licznym gronem harcującej na koniach młodzieży. Wtem się kareta zatrzymała w piaskach, konie ustały. W mgnieniu oka młodzież zeskakuje
z siodeł, wierzchowce do ciężkiej landary doprzęga, a obok idąc piechotą, wprowadza do miasta jakby w tryumfie, matkę z pięknemi córkami.
Gdyby wpływ lat trzydziestu żadnej nie przynosił zmiany, gdyby mocą wyobraźni można było, to co dzisiaj widzimy, wystawiać sobie tem czem było, przypomnielibyśmy sobie doznane wrażenia, kiedy jedna z tych pięknych córek z nami rozmawiać raczyła, zwracała ku nam czarujące oczy, a słysząc ją dzisiaj rozmawiającą z duchami; odezwalibyśmy się do niej temi słowy pod wpływem wspomnienia wyrzeczonemi:

Na co próżno bałamucisz
Kręcących stołów widokiem,
Rzuć tylko łaskawem okiem
A wszystkie głowy zawrócisz..

Niestety łatwiej ducha wywołać, jak to, cd minęło przywrócić!
Za czasów Ludwika XIV. kawaler de Grammont, sławny ze swoich wydarzeń miłosnych i nieco awanturniczych, dziecko popsute płci pięknej, w Turynie jadąc w nocy konno na wezwanie ładnej kobiety; zakłopotany, komu zostawi konia, podczas gdy pójdzie, gdzie go miłość wzywała, spotkał na ulicy zazdrosnego rnęża. Obwinąwszy się w płaszcz, aby go nie
poznano, zatrzymuje się i prosi o wyrządzenie przysługi, z przyrzeczeniem oddania w potrzebie wet za wet. Gdy Włoch oryginalnością prośby ujęty, na wszystko się zgadza, Francuz zsiada z konia, zostawia go mężowi i do żony jego pospiesza.
Po upływie godziny kawaler de Grammont powraca, za przysługę dziękuje, dosiada rumaka i w ciemności znika.
I u nas wydarzyło się cos podobnego. Młody Arthur kochał się szalenie w pewnej mężatce, wzajemność uzyskał, ale zarazem obudził w mężu podejrzenie i zazdrość. Zamknięto mu dom przed nosem, wszelką komunikacyą przecięto. Gdy szukał sposobności uśpienia Argusa, ta mu się razu pewnego sama nadarzyła. Wchodząc na obiad do Chovota, spostrzegł za stołem groźnego małżonka.
Arthur należał do komitetu układającego loteryą fantową na korzyść ubogich. Nie traci ani czasu ani głowy i zbliżywszy się do rnęża: "Nie mara zaszczytu bywać w pańskim domu rzekł, a ponieważ komitet polecił mi przesłać jego żonie 20 biletów na loteryą fantową, składam je na jego ręce" Poczem kazał dać papieru, laku, zapaloną świecę, i w oczach męża bilety w kopertę włożył, własną zapieczętował pieczątką; a pomiędzy niemi nieznacznie wsunął także
bilet nie na loteryą, bo na niej przegrywamy najczęściej, a on był pewien wygranej.
Mąż podjął się przesyłki, oddał ją żonie, i dnia tego samego należne za bilety pieniądze, zapieczętowane razem z odpowiedzią na zapytanie, odesłał. Bilet Arthura zawierał tylko te słowa: "jutro o 11tej z rana w królikarni". W odpowiedzi było jedno słowo: "będę". Nazajutrz z rana otwierały się wrota strzeżonego zazdrością mężowską domu, i z nich wyjeżdżała modnym koczykiem ładna jak anioł kobieta: — złe języki utrzymywały, że do królikami pojechała. 1)
W roku 1817, młodzi wytańcowawszy się do woli podczas karnawału, wypościwszy podczas postu, skoro wielkanocne minęły święta i wiosna owiała nas swoim oddechem zatęskniwszy za minionym, szukali powodu odnowienia powrotu. Kto szuka, częstokroć znajduje, wnet się też powód znalazł, bo odwdzięczając za zimowe bale, postanowiono wielki piknik wyprawić na cześć płci pięknej.
Obrano Wierzbnę za miejsce zabawy, wybrano jednę z dam za gospodynią, i na dzień naznaczony za-

-------------
1) Te trzy wyżej wymienione wydarzenia są prawdziwe.