Zobacz też:






tara z nawyknienia, dla przypomnienia, dla niezapomnienia; młodzi chociaż czasem z musu, dla przyjętego zwyczaju, stosując się do tych karbów towarzyskich wymagań, z pod których nieośmielono się jeszcze wybijać!
Nie powiem, aby te wieczory zabawnemi były. Panowała w nich pewna ceremonialność, z uwagą na drugich, etykieta z uwagą na siebie. I rozmowa była nieco wycedzona, nie naturalna, bez wylania, bez odniechcenią; gdyż wystrojony dowcip mniej błyszczy, właściwość prawdziwa nie przecedzą się przez zęby, i uśmiech nie zwykł osiadać na wysznurowanych ustach. Pomimo tego podobna ceremonialność i etykieta potrzebne były zwłaszcza dla wstępujących na widownią wielkiego świata; a ponieważ te wieczory odnawiały się tylko raz w tydzień, trwały godzin parę, służyć mogły za pożyteczną naukę. Niejeden ze stanisławowskich czasów elegant, przechodząc przez pusty środek salonu, spojrzawszy w lustro, siwe własne włosy brał za upudrowaną fryzurę i chwytał się za bok lewy, jakby szukał trój graniastej szpady; młody uczył się chodzić po froterowanej posadzce, uczył się owej wyszukanej grzeczności dla kobiet, doprowadzonej w przeszłym wieku może aż do przesady, a której brak w teraźniejszym czuć się coraz bar-
dziej daje. Weselej, huczniej i gwarniej bawiono się u pani jenerałowej M. Był to jeżeli mi pozwolice tego porównania, zamożny i gościnny dom wiejski przeniesiony do miasta; gdzie każdy zarówno przyjęty, gdzie się wszystkie nie tylko stronnictwa, ale odcienia towarzystwa łączyły, gdzie jeżeli kogo zaproszono na obiad, nie puszczono od wieczerzy, gotowiby zatrzymać na noc. Tam się niejedna znajomość zrobiła, niejedno żywsze uczucie odezwało, niejedno swatostwo udało, niejedno małżeństwo poróżniło i pogodziło; niejeden pojedynek zakończył na zobopólnym podaniu przyjacielskiej dłoni; — a do wszystkiego należała, duszą wszystkiego była gospodyni domu. Ona nieraz dla pocieszenia opuszczonej przez męża żony, zapraszała pocieszyciela, nieraz męża niewiernej żony sadzała obok chwilowego roztargnienia. Ona była powiernicą i panny i mężatki, i podlatującego o własnych skrzydłach młodzieńca, i próbującego, czy jeszcze podlecić nie zdoła, już z wysłużoną emeryturą Adonisa. Pani M. o wszystkim co się działo w Warszawie wiedziała, wszystkie nowinki i plotki dochodziły do niej; nie korzystała z nich nigdy, na złe nie używała, bo gdy jej ktoś coś do ucha pod sekretem powiedział, ona do ucha toż samo pod sekretera powtarzała drugiemu, tajemnica nie miała roz-
głosu. Pani M. uprzedzając chęci, dogadzając życzeniom, z równą dla wszystkich grzecznością, uprzejmością, pobłażaniem, od wszystkich powszechnie była kochaną. Kiedy dom jej był zebraniem całego towarzystwa naszej stolicy, otwartą jakby gospodą dla przybywających do miasta wsi mieszkańców, a podwoje jego dla cudzoziemców stały zawsze otworem! jenerał M., 1) wśród wrzawy, gwaru i wesołości światowej jakby na ustroniu, odpoczywał po wojennych znojach, po twardych próbach i bolesnych zawodach, rozpamiętywając nad tym co było, co niestety nie wraca! Otaczał go szacunek, otulała miłość współziomków, pragnących przedłużyć dnie ostatnie chlubnie nadwątlonego żywota, nim się stanie potomności dziedzictwem, — w księdze pamięci zapisze!
Gdzie jeszcze przy końcu panowania Sasów istniał brzozowy lasek przezwany grzybowym, dokąd mieszkańce Warszawy uczęszczali na przechadzkę; gdy się cała ta część miasta zabudowała, w pośrodku ujrzałeś dwór murowany 2) z dziedzińcem, dwoma bramami, dwoma oficynami, z obszernym z tyłu ogrodem. W innej stronie miasta, po za ogrodem Saskim,
obok kościoła księży Reformatów, August II. dla pie-

------------------------------------------------------------
1) Jenerał Stanisław Mokronowski.
2) Paląc wojewodziny Gutakowskiej na Grzybowie.
knej Orzelskiej wybudował pałac; później stał się własnością jednej z najmocniejszych rodzin naszego kraju.1) I ów dwór i ten pałac w roku 1817 przez 'właścicieli swoich był zamieszkałym. Mieszkańce pierwszego połączeni między sobą związkiem krwi, pojednani węzłem przyjaźni, przedstawiali obraz federacyjnego państwa. W drugim miałeś wyobrażenie monarchicznego sukcesyjnego tronu, gdzie się szczęście mniej zasadza na prawach jak opiera na charakterze panującego; bo gdzie cnota istnieje, póki istnieje póty mniej potrzebna rękojmia. Chociaż pierwszy obok zgiełku i wrzawy światowej podobnym był nieco do klasztornego Eremu, tak jak cisza następuje po burzy, wiatry ustają, rozstępują się chmury, znajdywałeś tam ukołysanie namiętności ludzkich, odpoczynek po znojach, zastałość i spokój, i powtarzałeś razem z poetą:

Już zostawił łudzącą nadzieję,
Żal, tęsknotę, niepokoje,
On już przeżył życie swoje.
Zamknął dni swych dzieje!

W pałacu obok przepychu, wspaniałości i wytworu dobrego smaku, na widok matki otoczonej ze szczęściem tak licznem rodzeństwem, tak jeszcze młodej,

------------------------------------------------------------------------------
1) Pałac Ordynatów Zamojskich.