Dwaj bracia artyści : zarys życia towarzyskiego XIX wieku (Potocki Leon) str. 14
Zobacz też:
-
Franczyza
franchise.sandler-pl.com -
Haft komputerowy
www.hako.com.pl -
Projektowanie ogrodów
www.squer.pl



i nic tuliły się do starych pni potrzaskanych burzą, nie szukały cienia pod rozłożystemi konary, osobno wystrzeliwały w górę, osobno dla siebie szukały słońca promieni, bez podpory, bez opieki, bez osłony o własnej sile z życiem poigrać chciały.
Zbliżała się epoka przejścia, następował rozdział tego co było, z tem co ma nastąpić. Księżna odczytując towarzystwu swojemu pełne wdzięku i uczucia stronnice Malwiny, przenosiła go w owe czasy gdy w zamkniętych szrankach rycerz okryty zbroją, stając w obronie ojczyzny, wiary i kochanki, z napisem bądź co bądź na tarczy, przeciwników wyzywał na ostrze. Za nadto przeciągły głos trąby wojennej staje się chrapliwym, pole sławy zamienia się z czasem w krwawe pobojowisko; zręczna też autorka, podnieconą szczękiem oręża wyobraźnię pragnąc ostudzić, rozognione uczucia ułagodzić, dobroczynność Warszawy wziąwszy za cel dalszych swych opisów, kwestuje dla biednych, melduje się do pałaców, do każdej kamienicy puka, wprost wchodzi pod każdą ubogą strzechę, i wszędzie ją przyjmują, wpuszczają, uprzejmem słowem witają; ale malując serca drugich, skromność nie dozwalała jej dostrzedz, że własne odsłaniała serce. Otaczający ją poeci i starzy i młodzi, słuchając z uniesieniem, jeden z nich prace
Zbliżała się epoka przejścia, następował rozdział tego co było, z tem co ma nastąpić. Księżna odczytując towarzystwu swojemu pełne wdzięku i uczucia stronnice Malwiny, przenosiła go w owe czasy gdy w zamkniętych szrankach rycerz okryty zbroją, stając w obronie ojczyzny, wiary i kochanki, z napisem bądź co bądź na tarczy, przeciwników wyzywał na ostrze. Za nadto przeciągły głos trąby wojennej staje się chrapliwym, pole sławy zamienia się z czasem w krwawe pobojowisko; zręczna też autorka, podnieconą szczękiem oręża wyobraźnię pragnąc ostudzić, rozognione uczucia ułagodzić, dobroczynność Warszawy wziąwszy za cel dalszych swych opisów, kwestuje dla biednych, melduje się do pałaców, do każdej kamienicy puka, wprost wchodzi pod każdą ubogą strzechę, i wszędzie ją przyjmują, wpuszczają, uprzejmem słowem witają; ale malując serca drugich, skromność nie dozwalała jej dostrzedz, że własne odsłaniała serce. Otaczający ją poeci i starzy i młodzi, słuchając z uniesieniem, jeden z nich prace
naszego rolnika opiewał, drugi pieśnią historyczną młode pokolenie dziejów narodowych nauczał. Autor Nemroda 1) jakby zniechęcony zawodami i niesmakiem życia, smutnie powtarzał:
Szczęście obok nieszczęścia nie jest żadnym darem,
Pamięć pierwszego w drugim jest życia ciężarem.
Osiński nam przypominał:
Obywatel Ojczyznie krwią powinność płaci,
Ile jej kto oszczędza, tyle sławy traci. 2)
I płakaliśmy z Zygmuntem Augustem, gdy król kochanek temi słowy ubolewa nad stratą Barbary:
Więc żyć muszę niestety! i żyć bez Barbary!
O Polsko jakże wielkiej wymagasz ofiary! 3)
A kiedy smutek brać górę poczynał, wierszyk do Jadwisi lub Duma o Stefanie Potockim 4) uśmiech na ustach przywracało albo smętne wzbudzało westchnienie. Te dwa odrębne obozy, chociaż się nie ścierały między sobą, nie łączyły się z sobą. Nieraz nie-
---------------
1) Kajetan Koźmian, Julian Niemcewiez, Ludwik Kropiński.
2) Horacyusza tragedya Kornela, tłumaczenie Ludwika Osińskiego.
3) Barbara Radziwiłłówna, tragedya Alojzego Felińskiego.
4) Wiersz do Jadwigi Z., i Duma o Stefanie Potockim, pierwszy Franciszka Morawskiego, drugi Maxymiliana Fredry.
Szczęście obok nieszczęścia nie jest żadnym darem,
Pamięć pierwszego w drugim jest życia ciężarem.
Osiński nam przypominał:
Obywatel Ojczyznie krwią powinność płaci,
Ile jej kto oszczędza, tyle sławy traci. 2)
I płakaliśmy z Zygmuntem Augustem, gdy król kochanek temi słowy ubolewa nad stratą Barbary:
Więc żyć muszę niestety! i żyć bez Barbary!
O Polsko jakże wielkiej wymagasz ofiary! 3)
A kiedy smutek brać górę poczynał, wierszyk do Jadwisi lub Duma o Stefanie Potockim 4) uśmiech na ustach przywracało albo smętne wzbudzało westchnienie. Te dwa odrębne obozy, chociaż się nie ścierały między sobą, nie łączyły się z sobą. Nieraz nie-
---------------
1) Kajetan Koźmian, Julian Niemcewiez, Ludwik Kropiński.
2) Horacyusza tragedya Kornela, tłumaczenie Ludwika Osińskiego.
3) Barbara Radziwiłłówna, tragedya Alojzego Felińskiego.
4) Wiersz do Jadwigi Z., i Duma o Stefanie Potockim, pierwszy Franciszka Morawskiego, drugi Maxymiliana Fredry.
jeden z poetów czując się nadto rozkwilonym, lękając mdłym zostać, tak jak żelazo potrzebując hartu wymaga stali, spieszył zaostrzyć swój dowcip do salonu pani P., zkąd nawzajem niejeden dowcip uszczypliwością zbyt wyschnięty, w towarzystwie księżny czerpał natchnienia i serce uczuciem odświeżał.
W r.1817 nie znano owych wieczorów, na które nim się dobić zdołasz, parę godzin na ulicy w pojeździe czekasz, z godzinę tłoczysz się po schodach, wciskasz nakoniec do pierwszego salonu, przez tłumy przebijasz i dójść nawet nie potrafisz do gospodyni domu, z gospodarzem chyba przypadkiem spotkasz, nie znano owych tak nazwanych rautów! Na raucie najpiękniejsza kobieta mniej piękniejszą, bo jej ubrania nikt nie dojrzy, bo jeżeli kogoś oczyma szuka, a nawet dostrzeże, ten się do niej w żaden sposób nie dociśnie; ona tam wrażenia nie sprawi, zazdrości nie wzbudzi, zwycięztwa nie odniesie. Na raucie stary i młody, przystojny i szpetny, rozumny i głupi połączeni razem, pomieszani w tłumie; ani rozróżnienia ani ocenienia nie masz; na raucie tańcować niesposób, bawić się niepodobna, do rozmowy tchu braknie. Jak na angielskim meetingu, tysiące się łudzi zbiera, tłoczy, ciśnie wśród wrzawy i hałasu, a nie wiedzą naj-
W r.1817 nie znano owych wieczorów, na które nim się dobić zdołasz, parę godzin na ulicy w pojeździe czekasz, z godzinę tłoczysz się po schodach, wciskasz nakoniec do pierwszego salonu, przez tłumy przebijasz i dójść nawet nie potrafisz do gospodyni domu, z gospodarzem chyba przypadkiem spotkasz, nie znano owych tak nazwanych rautów! Na raucie najpiękniejsza kobieta mniej piękniejszą, bo jej ubrania nikt nie dojrzy, bo jeżeli kogoś oczyma szuka, a nawet dostrzeże, ten się do niej w żaden sposób nie dociśnie; ona tam wrażenia nie sprawi, zazdrości nie wzbudzi, zwycięztwa nie odniesie. Na raucie stary i młody, przystojny i szpetny, rozumny i głupi połączeni razem, pomieszani w tłumie; ani rozróżnienia ani ocenienia nie masz; na raucie tańcować niesposób, bawić się niepodobna, do rozmowy tchu braknie. Jak na angielskim meetingu, tysiące się łudzi zbiera, tłoczy, ciśnie wśród wrzawy i hałasu, a nie wiedzą naj-
częściej po co; i tu tłok i ciżba, a do nich wpycha najdespotyczniejsza władza, moda.
Po środku krakowskiego przedmieścia, prezes senatu 1) z małżonką swoją, w dziedzicznym pałacu mieszkali. Kończył on świetny zawód poświęcony usłudze kraju i naukom; ona była wyobrazicielką cnót, przymiotów, godności dawnych matron polskich. Był to jeden z ostatnich, że tak powiem domów pańskich, bez rozbratu z przeszłością, z przyjęciem postępu, z poglądem na przyszłość; ostatnia tradycya zacierająca się coraz bardziej komunizmem u mężczyzn, emancypacyą u kobiet. Tam kędy niegdyś wspaniale przyjmowano monarchów, podwoje stały, otworem, gościnność wprowadzała do nich, zatrzymywała zabawa, wszystko spoważniało, zesmutniało, zatęskniało. Już tam wesołości napróżno szukałeś, muzykę usłyszałeś kiedy niekiedy, a co niedzielę między 7. a 9. wieczorem, cała arystokracya warszawska zgromadzała się na tak nazwane cercles, czyli towarzystkie koła. Istotnie niemi były, gdyż do koła obszernego salonu zasiadły, wyświeźone, wyelegantowane, nieraz trochę wymuszone nasze panie. Mężczyźni, starsi wiekiem przychodzili
--------------------------------------------------------------------
1) Stanisław Kostka Potocki, prezes senatu.
Po środku krakowskiego przedmieścia, prezes senatu 1) z małżonką swoją, w dziedzicznym pałacu mieszkali. Kończył on świetny zawód poświęcony usłudze kraju i naukom; ona była wyobrazicielką cnót, przymiotów, godności dawnych matron polskich. Był to jeden z ostatnich, że tak powiem domów pańskich, bez rozbratu z przeszłością, z przyjęciem postępu, z poglądem na przyszłość; ostatnia tradycya zacierająca się coraz bardziej komunizmem u mężczyzn, emancypacyą u kobiet. Tam kędy niegdyś wspaniale przyjmowano monarchów, podwoje stały, otworem, gościnność wprowadzała do nich, zatrzymywała zabawa, wszystko spoważniało, zesmutniało, zatęskniało. Już tam wesołości napróżno szukałeś, muzykę usłyszałeś kiedy niekiedy, a co niedzielę między 7. a 9. wieczorem, cała arystokracya warszawska zgromadzała się na tak nazwane cercles, czyli towarzystkie koła. Istotnie niemi były, gdyż do koła obszernego salonu zasiadły, wyświeźone, wyelegantowane, nieraz trochę wymuszone nasze panie. Mężczyźni, starsi wiekiem przychodzili
--------------------------------------------------------------------
1) Stanisław Kostka Potocki, prezes senatu.