Zobacz też:






Hrabina Nowodworska siedziała w wygodnym krześle, Andrzej u jej nóg na małej poduszce piękną głowę podnosił w górę i patrzał w nią jak w to co nad nami wysoko!"
Emilio, — zapytał, budząc się z długiego zachwytu, — czy ty mnie zawsze kochać będziesz?"
"Zawsze! odpowiedziała." Ale w tem słowie byłoż przekonanie alboli też zapewnienie? Może go nie durzyła jeszcze, może się jeszcze durzyli oboje. On uwierzył, bo w pierwszej wiośnie dni naszych wiara jest silną, zaufanie bez granic. Kiedy tak wesoło, tak ciepło, niebo tak czyste, możnaż przypuszczać, że się jutro wesołość w smutek zamieni, zimny wiatr powstanie, chmura niebo zasłoni? Karnawał się zakończył, post przeminął, zostawione nam od praojców święcone już zniknęło nam ze stołów, a chociaż wiosna nęciła na wieś, jeszcze się nasza Warszawa nie wyludniała. Dla jednych jechać do wód zagranicznych było zawcześnie, drugich świętojańskie interesa do czasu kontraktowego zatrzymywały, a byli i tacy, których nic nie zatrzymywało, gdzie indziej nie nęciło, przykro im jednak było opuścić zimowe mieszkania, kędy się niejeden mazurek przetańczył, niejeden walec, ulotnym wprawdzie wspomnieniem, ale w wyobraźni pozostał! Młodzież podówczas wię-
cej płcią piękną niż sobą zajęta, sygar nie znała, mniej w karty grała, wolała uczęszczać do salonów, niż mieszkać za kulisami. Nie zawadzała jej jeszcze biała chustka na szyi, po froterowanej posadzce lżej w trzewikach niż w butach chodziła, włożyć frak na siebie niebyło męczarnią, surdut służył do spaceru, rajtfrak do konnej jazdy. Młodzież podówczas chociaż wąsów i bród nie nosiła, była grzeczniejszą, dowcipniejszą, rozumniejszą od tej, która w drugiej połowie 19go stulecia na pensyonach pobiera początkowe nauki, liźnie później cokolwiek filozofii niemieckiej; zapisana do konnych wyścigów, rozumie, że lepiej konno od ojców jeździ; a jeżeli wstąpi raz w miesiąc na środowe posiedzenie naszego jedynego czasowego pisma, mniema, że za uczoną uchodzi. W roku 1817 warszawskie towarzystwo było tak liczne, że się dzielić musiało na kilka obozów, przezwanych wtedy koteryami. Obozy te odosobnione od siebie, leżące po za wałami usypanemi chęcią odróżnienia się między sobą, z niejedną basztą miłości własną piętrzącą się w górę; najeżone działami z zapalonym lontem, ani zaczepnej ani odpornej nie wypowiadały sobie jednak wojny. Spoglądały na siebie często z zazdrością, czasami z szyderstwem, odgadywały się na wzajem i mimowolnie naśladowały. Z jednego do drugiego
obozu wysyłano na zwiady, na: co się tam dzieje? z jednego do drugiego czyniono wycieczki, szpieg się wkradał, zbieg przechodził.
Chcąc dać krótki rys ówczesnego wyższego towarzystwa, nie możemy nie zacząć od hrabiny Lanckorońskiej kasztelanowej Połonieckiej. Pani ta do późnej starości doszła, naoczny świadek panowania Augusta III. i Stanisława Augusta, jak okręt wyratowany od wyuzdanej burzy przypływa do portu z rozwiniętemi żaglami, przeszedłszy przez tę długą epokę zepsucia, uniknęła od powszechnej zarazy, i resztę dni swoich spędzała w Warszawie.
Gościnność staropolska była u niej drugą naturą, dobroczynność potrzebą, hojność jedynym zbytkiem szlachetnego serca. Do niej szedłeś nieraz po odpuszczenie grzechów, wychodziłeś od niej zawsze, z udzielonem błogosławieństwem, Nie opodal ztamtąd w niewielkim salonie, z opartemi łokciami na okrągłym stole, otoczona samym wyborem mężczyzn, średniego wieku kobieta pryska dowcipem, jak kiedy stalą uderzymy o krzemień a skry się posypią.
Pani P. 1) nie lubiła towarzystwa kobiet, bo kobieta dla kobiety, jest jedna drugiej cenzurą; ona była

-------------
1) Anna z hrabiów Tyszkiewiczów hrabina Potocka.
za wolnością druku, a jeżeli co zawsze tak dowcipnie, a nieraz tak złośliwie powiedziała, nie wydrukowało się czasami w sercach, zostało przechowane w pamięci tych, którzy jej wyborowe towarzystwo składali, przekazane przez nich tym, którzy dowcip ocenić umieją.
Do jej salonu każdy stan, każdy wiek, reprezentantów przysyłał. Tu przy starciu się między sobą różnorodnych opinii, zapatrywań, uprzedzeń, czasami uporów, przesądów, rozwijały się zdolności, rodziły nowe pomysły, robiły odkrycia, wydobywały nieraz głęboko zakopane perły i klejnoty. Tu staremu lat ubywało, przybywało młodemu, tu zamknięty musiał się odmykać, nadto pewien swego spuszczać z tonu; zasępiony rozchmurzał czoło, nieśmiałemu przybywało otuchy, nadto śmiałemu ubywało odwagi. Tu każdy się czuł ożywionym, podnieconym, wstrząśniętym, nie znaną dotąd, że się tak wyrażę" iskrą umysłowo-elektro-magnetyczną!
W innej stronie miasta księżna W. 1) zgromadzała u siebie niedobitki rozpierzchłej literatury 18go stulecia. Ponieważ kilkowiekowe nawet drzewa wydają odrostki, młode w około nich wyrastały latorośle:

-----------
1) Marya z książąt Czartoryskich księżna Wirtembergska