Zobacz też:






niebieskie oko tęsknotą zamglone, zwilżone wyrazem słodyczy, wrodzoną nieśmiałością spuszczone, wewnętrznem cierpieniem łzą zaszłe. Był w wiośnie życia, ale ta wiosna jakie podobną była do tego majowego poranku, kiedy północny wiatr powstanie, zmrozi rozwijające się kwiaty i zieloną murawę śniegiem okryje. Mało mówiący, przysłuchiwał się z uwagą rozmowie. Umiał, lubił słuchać, a nikt wtedy odgadnąć nie mógł i sam o tem nie wiedział, że my go kiedyś z upragnieniem słuchać będziemy, bo on w sobie samym własne przeznaczenie nosił, a w sercu ukrywał skarb współbraciom w spuciźnie przekazany.
"Panie Kazimierzu 1)," rzekła do niego gospodyni domu, "obiecałeś nam dzisiaj przeczytać jaki ustęp z wierszy twoich, tak trafiających do naszego serca: przypominamy i o dotrzymanie słowa prosimy..
Kazimierz skromnie zaproszenie przyjął, ani się wymawiał, ani dopraszał o sposobność popisu; oklasków nie żądał, pochlebstwem pogardzał, zachęcenia nie potrzebował. Całe rozpierzchnięte towarzystwo zebrawszy się w koło stołu, rzewnym głosem opowiedział i temi słowy zakończył:

---------------------------
1) Kazimierz Brodziński.
POGRZEB PRZYJACIELA.
 
Wiara się niepewności przybytków nie boi,
I samo widmo śmierci śmiało w kwiaty stroi.
To widmo co nas drogą podziemną prowadzi,
Siadów cierpień nie zmyje, ufności nie zdradzi.
Jest przyszłość! bo mąż cierpiąc i żyje i kona:
Bóg wieczny! bo nadzieja nasza nieskończona.
Długo niemowie ciąży z rąk matki, ku ziemi,
Gardzi nią lekki młodzian skokami płochemi;
Mąż dumnie głowę wznosi, w celach się wysila,
Starzec znowu ku ziemi ciężką głowę schyla:
Próżno się laską drżące opierają dłonie,
Co ku ziemi ciężyło, to ziemia pochłonie.
Lecz duch, ten zaród święty, co w tęsknych kolejach
Ziemię w chęciach ogarniał, a niebo w nadziejach;
Duch ten nie jest dla ziemi. Ogień drzewo trawi,
Krąży w górę, uleci i popiół zostawi!
Boskim to jest, co ciągle ku Bogu dążyło,
Musi wrócić ku Bogu, co boskiego było!!

Głębokie wzruszenie nie tłumaczy się głośnemi oznakami, przyspieszone rozrzewnieniem bicie serca, nie odbija się, ani cichą błogością rozlaną po twarzy, ani zwilżonem okiem poznawać daje. Poeta mówić przestał, nastąpiło milczenie, a przez czas niejaki nikt go przerwać nie chciał, bo każdy nad tym co
usłyszał zamyślił; może przeczuwał, że kto tak sil-
 
nie poruszyć potrafił, ciepłem serca swojego ogrzeje tę niwę, która Adama, Bogdana, Zygmunta, Stefana i piewcę Maryi i zamku Kaniowskiego bajarza wydać miała; przeczuwał w nim poetę przejścia, tak słusznie przezwanego później, Janem chrzcicielem poezyi naszej. 1)
Hrabina Nowodworska pierwsza przerwała tę chwilową zadumę. "Poezya, — rzekła, — jest muzyką mowy, przemawia do duszy, jej dźwięk oddźwięk w sercu znajduje."
"Daruj mi pani, — odpowiedział na to już nie młody, ze zmarszczoną brwią mężczyzna, cały przesiąkły zabobonem samowładnego klassycyzmu. Poezya przedstawia to co artystycznie jest pięknem, dla tego powinna mieć formę i niczem nie zachwiane prawidła, bez tego choćbyśmy jeszcze znaleźli w niej Medyceuszów Wenerę, ujrzelibyśmy ją z rozczuchranemi włosami. Poezyą stroi wyobraźnia, serce zaś samo nie utworzy poety."
"Poetę dawnej szkoły, — odrzekł na to jeden ze zwolenników Kazimierza, — poetę salonowego, ze skrępowaną wolą, zamkniętego, że tak powiem

------------------------
(1) Patrz: wspomnienie o Kazimierzu Brodzińskim. (Przyjaciel ludu 1836 r.
w szrankach etykiety światowej; w tem się zgadzam z panem, gdyż takiemu poecie potrzeba reguł, aby nie wychodził z granie, wyobraźnia zaszkodzić mu może, uczucie niekonieczne; poprzestaje na dowcipie, aby nim jak pigułkę złotym proszkiem, pochlebstwo obwinął, ostrą nieraz krytykę łatwiejsze do przełknięcia uczynił. Tak jak wędzidło wstrzymujące rumaka, jeżeli go powolniejszym czyni, odbiera mu całą krasę niepodległej piękności, tak samo w poezyi ograniczenie oziębia, a hamulec gasi."
"Są dwie poezye, — odezwał się Kazimierz, a w oku jego błysnęła iskra jakby gwiazda nowe przepowiadająca odkrycie, i twarz jego niezwykłym okryła rumieńcem.
Są dwie poezye, z jednej zrodzone matki, poezya sztuki i poezya ludu. Pierwsza ulega formie, potrzebuje reguł i z dłutem w ręku wyrabia piękność z kanaryjskiego marmuru; drugiej udziałem natchnienie prosto płynące z serca.
Pierwsza w monarszych komnatach brzmi pochwałą, odurza pochlebstwem, opiewa piękność klejnotami okrytą, rycerza w złocistej zbroi; dla niej odzieniem purpura, wieńcem dyadem, bożyszczom Olimpu bije czołem, dąży do bajecznego parnasu! Druga czyli prawdziwa pieśń ludu, jest głosem jego w dniach